poniedziałek, 11 lutego 2013

Wraca Liga Mistrzów!

Doczekaliśmy się! Już we wtorek startują najbardziej prestiżowe i emocjonujące rozgrywki sportowe w Europie. Hymn Ligi Mistrzów po raz pierwszy w 2013 roku zostanie odegrany w Walencji i Glasgow. 

Mecze wtorkowe to tak naprawdę rozgrzewka przed wielkim środowym hitem w którym Real Madryt zmierzy się z Manchesterem United. Nie oznacza to jednak, że w przeddzień pojedynku w stolicy Hiszpanii lepiej obejrzeć "M jak Miłość" czy "W-11".

Neil Lennon świętujący zwycięstwo nad FC Barceloną
W Glasgow miejscowy Celtic zmierzy się z Juventusem Turyn. Piłkarze ze Szkocji skazywani są na pożarcie i awans Włochów do dalszej rundy jest dla wielu rzeczą oczywistą. Osobiście nie skreślam szans "The Boys" na sprawienie niespodzianki i to nie tylko w pierwszym meczu, ale i w całej rywalizacji. Piłkarze charyzmatycznego Neila Lennona pokazali w meczach fazy grupowej, że stać ich bardzo dobrą grę, zwłaszcza w defensywie. W meczach z FC Barceloną zaprezentowali niesamowite zaangażowanie i serce do gry. Tymi samymi cechami będą chcieli nadrobić różnicę w umiejętnościach czysto piłkarskich w rywalizacji z mistrzem Włoch. Nie odkryję Ameryki pisząc, że kluczowe dla Szkotów będzie spotkanie na Celtic Park. W tej edycji Ligi Mistrzów mistrzowie Szkocji jeszcze na własnym boisku nie przegrali. Zwycięstwo, najlepiej bez straty bramki, może spowodować, że będą lecieli na rewanż do Turynu w bardzo dobrych humorach.

Mój typ: awans Juventus Turyn


Sofiane Feghouli może być kluczową postacią tego dwumeczu
Do bardzo ciekawego spotkania dojdzie w Walencji. Zmierzą się ze sobą dwa bardzo różniące się od siebie kluby. "Nietoperze" od lat sprzedają swoich najlepszych zawodników do innych drużyn, jednak regularnie potrafią kwalifikować się do rozgrywek Ligi Mistrzów i prezentować w nich wysoki europejski poziom. Z drugiej strony Paris Saint-Germain, który swoją obecną sytuację zawdzięcza w głównej mierze arabskim właścicielom. To właśnie takie "sztuczne" budowanie potęgi paryskiego klubu powoduje, że w tej rywalizacji będę trzymał kciuki za hiszpańską drużynę. Rywalizacja Valencii z PSG zapowiada się niesamowicie wyrównanie, kto wie, być może będzie to jeden z najbardziej emocjonujących dwumeczów spośród wszystkich spotkań 1/8 finału Ligi Mistrzów.

Mój typ: awans Valencia CF

Reus i Goetze poprowadzą BVB do kolejnej rundy?
Środa to dwa bardzo ciekawe spotkania. Bardzo żałuję, że rywalizacja Borussii Dortmund z Szachtarem Donieck, czyli dwóch rewelacji obecnej edycji Ligi Mistrzów, jest rozgrywana w ten sam dzień, co pojedynek Realu Madryt z Manchesterem United. Ekipa Jurgena Kloppa jest dla mnie faworytem w dwumeczu z Ukraińcami, co nie oznacza jednak, że mistrzów Niemiec czeka łatwa przeprawa. Dużą przewagą dla BVB jest fakt, iż Szachtar nie jest w rytmie meczowym, ponieważ liga ukraińska startuje dopiero drugiego marca. Borussia do Doniecka nie jedzie jednak bez problemów. Wysoka porażka na własnym stadionie z Hamburgerem SV i problemy zdrowotne Schmelzera i Gundogana (ich występ stoi pod znakiem zapytania) wprowadzają spory niepokój wśród "czarno-żółtych". Ja jestem jednak przekonany, że na Ukrainie zobaczymy już tą prawdziwą Borussię, która zachwycała wszystkich w meczach fazy grupowej. Obecna forma Szachtara jest sporą niewiadomą z powodu o którym już pisałem. Sugerując się jesienną formą Ukraińców można spodziewać się bardzo ciekawego dwumeczu. Niewątpliwe ogromnym plusem dla drużyny Kloppa jest rewanż na własnym stadionie. Nawet zły wynik na Ukrainie nie skreśli szans na awans niemieckiego zespołu. Borussia pokazała, że przy potężnym wsparciu swoich fanów na Signal Iduna Park może zagrać wielkie mecze.

Mój typ: awans Borussia Dortmund

Rywalizacja z "Czerwonymi Diabłami" może być
kluczowa dla przyszłości Jose Mourinho w Realu Madryt
No i wielki hit 1/8 finału Ligi Mistrzów. Pojedynek Realu Madryt i Manchesteru United od samego początku tworzy wielkie emocje. Pojedynek Sir Alexa Fergusona z Jose Mourinho, występ Cristiano Ronaldo przeciwko swoim byłym kolegom i wreszcie ten niesamowity w tym sezonie Robin van Persie, który będzie chciał po raz kolejny udowodnić swoją wielką formę. To oczywiście tylko kilka "smaczków", które powodują tak wielkie oczekiwania przed tym spotkaniem. W końcu zmierzą się ze sobą jedne z największych klubów na świecie. Wielkie firmy, wielkie nazwiska w obu drużynach, jednak w mojej ocenie to Real jest faworytem dwumeczu. Żadnym argumentem nie jest dla mnie fakt, iż "Królewscy" skupiają się teraz tylko na Lidze Mistrzów, bo nie będzie to miało żadnego wpływu na różnice w motywacji obu ekip. Osobiście widzę większą jakość sportową w zespole ze stolicy Hiszpanii. Uwidacznia się ona zwłaszcza w środkowej strefie boiska, gdzie Real ma sporą przewagę nad "Czerwonymi Diabłami". Nie widzę w zespole Fergusona piłkarza klasy Xabiego Alonso czy Mesuta Oezila. Liczę, że Real, podobnie jak to miało miejsce w rewanżowym spotkaniu w półfinale LM z Bayernem, od samego początku ruszy na Manchester United. Nie wydaję mi się, że "Czerwone Diabły" będą potrafiły wytrzymać napór podopiecznych Mourinho, zwłaszcza, że defensywa Anglików nie prezentuje się tak imponująco jak jeszcze kilka sezonów temu. Kluczem do awansu dla mistrzów Hiszpanii jest uzyskanie przewagi przed rewanżem na Old Trafford, gdzie "Czerwone Diabły" są w tym sezonie nie do powstrzymania.

Mój typ: awans Real Madryt

czwartek, 7 lutego 2013

Jankes z Hanoweru

Miłość do klubu czy przywiązanie do barw to wartości, które w dzisiejszej piłce są coraz rzadziej spotykane. Pogoń za wielkimi pieniędzmi, popularne "sprawdzanie się w innych ligach", czy po prostu traktowanie przez piłkarzy klubów jako zwykłych miejsc pracy to pojęcia, których Steven Cherundolo nie zna, albo po prostu uważa je za nieistotne.

Urodzony w San Diego Cherundolo to już prawdziwa legenda klubu z Hanoweru. Swoją piłkarską karierę rozpoczynał na Uniwersytecie w Portland z którego w styczniu 1999 roku przeniósł się do wówczas drugoligowego Hannoveru 96. Od tamtego czasu minęło ponad czternaście lat, a 33-letni Amerykanin ma na koncie już 408 oficjalnych spotkań w barwach H96.

Licznik rozegranych meczów kapitana Hannoveru 96 w Bundeslidze (na tę chwilę 295) na pewno się jeszcze nie zatrzymał. Amerykaninowi trudno będzie jednak prześcignąć w klasyfikacji obcokrajowców Claudio Pizarro, który jest rekordzistą pod względem ilości występów w lidze niemieckiej (Peruwiańczyk ma ich obecnie 343).

Steven Cherundolo z opaską kapitana Hannoveru 96
Kontrakt popularnego "Dolo" z klubem z Hanoweru wygasa po zakończeniu obecnego sezonu. Wiele wskazuje na to, że umowa prawego obrońcy zostanie przedłużona o kolejny krok. Wszystko przez obecność w kontrakcie specjalnego zapisu, który mówi o tym, że jeśli reprezentant Stanów Zjednoczonych rozegra w sezonie 2012/2013 przynajmniej dwadzieścia spotkań w Bundeslidze to jego umowa zostanie automatycznie prolongowana do czerwca 2014 roku. Do zrealizowania tego wymogu brakuje Amerykaninowi zaledwie pięciu meczów.

Cherundolo o przedłużenie swojego kontraktu nie musiałby się pewnie martwić nawet gdyby owego zapisu w jego umowie nie było. Mimo 33 lat Amerykanin dalej prezentuje solidny europejski poziom, który pozwala mu regularnie występować na boiskach Bundesligi, czy w barwach swojej reprezentacji.

Obecnie kapitan Hannoveru 96 jest kontuzjowany, jednak powoli dochodzi do zdrowia i niedługo powinien być do dyspozycji Mirko Slomki. Dla trenera Hannoveru 96 powrót Stevena Cherundolo może być niemal jak zbawienie, bo gra defensywna jego zespołu jest katastrofalna. Dodatkowo przed drużyną z Hanoweru niezwykle ciężki dwumecz w Lidze Europejskiej z Anży Machaczkała. Powrót kapitana do składu jest wręcz niezbędny.

Cherundolo podczas Mistrzostw Świata 2010 w RPA
Wielkim marzeniem Amerykanina jest na pewno udział w Mistrzostwach Świata 2014. Ewentualny udział w turnieju w Brazylii byłby dla niego już czwartym Mundialem w którym wziąłby udział jako czynny zawodnik. Najprawdopodobniej po nim zakończy swoją piłkarską karierę, która związana była tylko z jednym klubem.

środa, 6 lutego 2013

On musi mieć w sobie to "coś"


Chyba nie ma w Bayernie piłkarza, który irytowałby mnie bardziej niż Tomek Mueller. Problemy z przyjęciem, niedokładne podania i chaotyczność sprawiają często, że na miejscu trenera Heynckesa zdjąłbym go z boiska po 20 minutach. Na szczęście Don Jupp ze swoją cierpliwością wytrzymuje na tyle długo, że Mueller zdąża zdobyć bramkę, czy zaliczyć asystę.

Tomek od dziecka wiedział w jakim klubie będzie występował
Tomek to prawdziwy Bawarczyk. Mimo, że ma dopiero 23-lata to już ciężko go sobie wyobrazić w innej drużynie niż Bayern. Kibice mniej związani z Bundesligą zapewne pamiętają Muellera z Mistrzostw Świata w 2010 roku. To właśnie w Republice Południowej Afryki piłkarz Bayernu zaprezentował się całemu światu. Tomek został wybrany najlepszym młodym zawodnikiem mistrzostw, a przy okazji wygrał wyścig o koronę króla strzelców całego mundialu (miał tyle samo bramek [5] co czterech innych piłkarzy, ale najwięcej asyst[3] spośród nich). Teraz Mueller bryluje w sezonie 2012/2013. 11 goli i 10 asyst w 19 meczach Bundesligi. Wynik niesamowity.

Strzela, asystuje, a ja dalej się go czepiam. Nikt mi nie powie, że Tomek rusza się z gracją Toniego Kroosa, drybluje jak Franck Ribery, albo, że ma przyspieszenie godne samego Arjena Robbena. Mimo wszystko to właśnie on ma najlepsze statystki spośród nich wszystkich i lideruje w Bundeslidze w klasyfikacji kanadyjskiej. Skoro nie wyróżnia się niczym szczególnym to dlaczego tak dominuje nad resztą konkurencji w statystykach? Ja odpowiedzi na to pytanie nie znam. Dlatego, mimo, że tego nie lubię, to muszę o takim piłkarzu napisać, że ma w sobie to "coś".

W połowie grudnia Thomas Mueller przedłużył swój kontrakt z Bayernem do czerwca 2017 roku

"Jeśli miałbym siebie opisać jako piłkarza, to charakteryzuje mnie duża wydajność i pracowitość. Kiedy jestem gdzieś na spotkaniu i podchodzi do mnie dziecko, prosząc o pokazanie jakiejś sztuczki muszę mu odpowiedzieć: nie potrafię żadnych trików. Kibice chcieliby zobaczyć jakieś czary z futbolówką, ale to nigdy nie była moja specjalność" (źródło:bayern.munchen.pl) - mówi o sobie Thomas Mueller, który potwierdza w jednym z wywiadów, że wirtuozem futbolu nigdy nie był i nie będzie.

Fajnym i chyba najlepszym przykładem stylu gry Muellera jest mecz rundy jesiennej w Gelsenkirchen. Po pierwszej połowie wynik był bezbramkowy, a obraz gry nie wyglądał korzystnie dla podopiecznych Heynckesa. Zdecydowanie najgorzej w barwach Bayernu wyglądał Tomek. Komentujący wówczas to spotkanie Andrzej Janisz (tak, to ten Pan od KSW) uznał koło 50 minuty, że Mueller jest do zmiany. Ja i pewnie spora grupa innych kibiców Bayernu zdecydowanie zgodziła się z komentatorem Eurosportu 2 (co rzadkie) i czekała aż na boisku zamelduje się Xherdan Shaqiri. Kiedy wszyscy wypatrywali Pana sędziego technicznego z tablicą przy linii końcowej stało się coś, czego nikt się wtedy nie spodziewał...

W 55 minucie Mueller zaliczył fantastyczną asystę, a bramkę zdobył Toni Kroos. Trzy minuty później zrobiło się już 2:0, a Tomek zrobił akcję w stylu Robbena czy Riberyego. Zrobił to człowiek, który przez prawie godzinę potykał się o własne nogi, a swoje zagrania z pierwszej i początku drugiej połowy skomentował po meczu w ten sposób: "kilka razy zachowałem się jakbym grał w lidze okręgowej".


Mueller celebrujący zdobycie bramki to w tym sezonie częsty obrazek
Oczywiście mecz z Schalke to tylko jedno z kilkunastu innych spotkań w tym sezonie, w których Mueller przez długi okres meczu irytuje swoich kibiców. Już na początku 2013 roku widać, że wielkiej zmiany w stylu gry reprezentanta Niemiec nie będzie. Mnie osobiście to nie martwi, bo 23-latek w trzech meczach rundy wiosennej ma na koncie już dwie bramki i asystę.

Oglądanie Muellera w akcji bywa często bardzo męczące. Obecny sezon przekonuje mnie jednak, że warto przemęczyć się te kilkadzięsiąt minut by kilka razy podnieść ręce w geście tryumfu po bramce lub asyście Tomka. Dopóki wychowanek Bayernu będzie tak efektywny jak dotychczas, to o stylu jego gry można spokojnie zapomnieć.

wtorek, 5 lutego 2013

Wielki przegrany wielkich meczów, czyli historia "Vize-Ballacka"


Tekst był pisany w związku z zakończeniem kariery przez Michaela Ballacka. Warto jednak przypomnieć sobie jego karierę, bo wielu aspektach jest unikalna.

Jeden z najlepszych niemieckich piłkarzy XXI wieku zakończył swoją karierę. Mowa o byłym kapitanie reprezentacji Niemiec - Michaelu Ballacku.

Ballack swoją poważną karierę piłkarską rozpoczął w Chemnitzer FC (obecnie 3.Bundesliga). Dokładnie był to rok 1995, wtedy to 19-letni ,,Misza" podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt. Już wtedy nazywano go ,,małym cesarzem" nawiązujac do legendy światowej piłki - Franza Beckenbauera. Ballack od najmłodszych lat swojej zawodowej kariery ustawiany był na pozycji środkowego pomocnika. Po dwóch latach spędzonych w Chemnitz przeniósł się do Kaiserslautern, gdzie przez pierwszy sezon był głównie wprowadzany do pierwszego zespołu, co powodowało, że często grywał w rezerwach ,,Czerwonych Diabłów".

Michael Ballack w barwach FC Kaiserslautern
Pierwszy sezon w Bundeslidze był dla młodego Ballacka przetarciem. Grając wówczas w beniaminku z Kaiserslautern ,,Misza" rozegrał 16 spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech ( łącznie 615 minut ). Był to jednak dla niego, jak i dla całej Bundesligi sezon niezwykły. Drużyna 1.FC Kaiserslautern zdobyła mistrzostwo Niemiec. Warto wspomnieć, że trenerem mistrzów z sezonu 97/98 był legendarny Otto Rehhagel. Zdobycie mistrzostwa przez ,,Czerwone Diabły" było wydarzeniem, które zapisało się na kartach historii w niemieckiej piłce. Było to pierwsze zwycięstwo w lidze beniaminka i kto wie, czy nie ostatnie.

Kolejny sezon dla Ballacka był o wiele bardziej udany pod względem występów w drużynie. ,,Misza" stał się w Kaiserslautern jednym z najważniejszych ogniw, co pozwoliło mu na debiut w reprezentacji Niemiec ( przeciwko Szkocji ), pierwsze mecze w Lidze Mistrzów, czy premierowe bramki i asysty w Bundeslidze. Dobre występy w K'lautern spowodowały przenosiny Ballacka do drużyny Bayeru Leverkusen za 8 milionów marek.

W tym czasie Ballack stawiał swoje pierwsze kroki w reprezentacji Niemiec. Był w szerokiej kadrze na Mistrzostwa Europy w Holandii i Belgii w 2000 roku, jednak podczas nich zagrał zaledwie 63 minuty.

Jedna z pierwszych wielkich porażek Ballacka  w karierze
W Leverkusen talent Ballacka eksplodował. A jego symbolem jest sezon 2001/2002, który dla niego, jak i całego Bayeru był sezonem tragicznym. Drużynę ,,Aptekarzy" z sezonu 01/02 można porównać do Bayernu z zeszłego sezonu. Obie ekipy zajęły drugie miejsca w Bundeslidze, przegrały finał Pucharu Niemiec i poległy w finale Ligi Mistrzów. Ballack, który w Bayerze Leverkusen grał wówczas z takimi piłkarzami jak Hans-Joerg Butt, Lucio, Bernd Schneider, Carsten Ramelow, Yildiray Bastuerk, Dimitar Berbatov czy Oliver Neuville przegrał wszystko, co było do przegrania. Po tym sezonie Ballack został wybranym piłkarzem roku w Niemczech, a UEFA ogłosiła go jako najlepszego pomocnika w Europie. Ballack w sezonie 2001/2012 rozegrał w Bundeslidze 29 spotkań w których zdobył 17 goli i zanotował 8 asyst. Do tego dołożył w 15 spotkaniach Ligi Mistrzów 6 goli i 3 asysty.

Kolejnym ciosem dla Ballacka były Mistrzostwa Świata w Japonii i Korei Płd. ,,Misza" w zespole Rudiego Voellera był jedną z największych gwiazd. Wraz z Oliverem Kahnem poprowadził swoją drużynę aż do finału. Ballack w spotkaniu finałowym nie mógł wystąpić ze względu na ilość żółtych kartek, a jego koledzy polegli w nim z Brazylią. Dla 25-letniego piłkarza była to kolejna wielka porażka.

Ballack był głodny sukcesów. 3 lata spędzone w Leverkusen nie obfitowały w zdobyte trofea, a rozgrywki 2001/2002 przelały czarę goryczy. ,,Misza" po tym katastrofalnie zakończonym się sezonie zdecydował się na transfer do największego giganta w Niemczech i jednego z największych klubów świata - Bayernu Monachium. Transfer wyniósł około 6 milionów euro. W sprawę wchodziły również przenosiny do innej potęgi - Realu Madryt, jednak Ballack zdecydował się wówczas kontynuować karierę w Niemczech.

Prezentacja Michaela Ballacka w koszulce BayernuMonachium
4 lata w Bayernie to dla Ballacka zdobyte trzy mistrzostwa i trzy puchary Niemiec. Jednak w Europie zawsze czegoś brakowało i Bayern nie mógł powtórzyć swojego sukcesu z sezonu 2000/2001, kiedy to wygrał Ligę Mistrzów po finale z Valencią. Ballack, który wtedy uznawany był za jedną z największych gwiazd europejskiego futbolu, był często krytykowany za swoją grę. Zarzucano mu, że nie potrafi pociągnąć Bayernu w decydujących spotkaniach w Lidze Mistrzów. Kibice bawarskiego klubu mieli mu za złe, że nie deklaruje swojej lojalności do klubu, a zamiast tego myśli o wyjeździe za granicę. W krytyce przodowały głównie legendy Bayernu i niemieckiej piłki - wówczas prezydent rekordowego Mistrza Niemiec Franz Beckenbauer, menadżer zespołu Uli Hoeness i przewodniczący rady klubu Karl-Heinz Rummenigge. Ballack nie zgadzał się z zarzutami i podkreślał, że sumiennie wypełnia swój kontrakt, a na boisku jak i poza nim zachowuje się w sposób profesjonalny. Bayern w 2005 roku chciał za wszelką cenę przedłużyć wygasający kontrakt z ,,Miszą" oferując mu bardzo korzystną 4-letnią ofertę. Ballack był jednak przekonany do wyjazdu za granicę i spróbowania czegoś innego. Na zasadzie wolnego transferu przeniósł się do rosnącej w siłę Chelsea Londyn.

Warto wrócić jeszcze do Mistrzostw Europy w 2004 roku, które dla Niemców zakończyły się kompletną klęską. Po odpadnięciu w grupie ze stanowiska selekcjonera zwolniony został Rudi Voeller, a jego miejsce zajął Jurgen Klinsmann, który miał poprowadzić niemiecką ekipę na Mistrzostwach Świata odbywających się w Niemczech. Nowy selekcjoner niemieckiej kadry mianował Ballacka na kapitana drużyny.

Dokładnie 15 maja 2006 roku Ballack podpisał kontrakt z Chelsea. Jednak w tamtym okresie Michael miał inne priorytety. Reprezentacja Niemiec przygotowywała się do niezwykle ważnych Mistrzostw Świata, a Ballack miał być jedną z gwiazd turnieju. ,,Misza" w czasie turnieju był w dobrej formie, jednak nie potrafił poprowadzić swojej reprezentacji do końcowego zwycięstwa. W meczach z Ekwadorem i Argentyną został wybierany na zawodnika spotkania, a na koniec turnieju trafił do jedenastki mistrzostw. Była to dla niego jednak marna pociecha, gdyż porażka w półfinałowym spotkaniu w Dortmundzie z Włochami była dla reprezentacji Niemiec ogromnym ciosem. Osłodą był mecz o brązowy medal, który Niemcy wygrali z Portugalią. Ballack turniej zakończył z 5 występami i jedną asystą na koncie.

Ballack w barwach "The Blues"
Po Mistrzostwach Świata przyszedł czas na nową ligę i nowe wyzwania. Ballack w Chelsea spędził 4 lata. W swoim ostatnim sezonie dla ,,The Blues" zdobył mistrzostwo Anglii. Wcześniej udawało mu się trzykrotnie podnieść Puchar Anglii. Jego największą porażką w Chelsea był finał Ligi Mistrzów z 2008 roku, kiedy to ,,The Blues" z Ballackiem w składzie przegrali po rzutach karnych z Manchesterem United.

W tym samym roku Ballack pojechał ze swoją reprezentacją na Mistrzostwa Europy 2008 w Austrii i Szwajcarii. Niemcy byli jednymi z głównych faworytów całego turnieju, zwłaszcza, że impreza odbywała się bardzo blisko ich kraju. Ten turniej wpisał się niestety w czarną serię kariery "Miszy". Niemcy przegrali dopiero w finale z Hiszpanami. Decydującą bramkę strzelił Fernando Torres.
Załamany Ballack po finale z Hiszpanią
6 maja 2010 roku trener Joachim Loew powołał Ballacka do szerokiej kadry na Mistrzostwa Świata w RPA. W tym samym czasie Ballack żegnał się z ligą angielską. Jego ostatni mecz w barwach Chelsea odbył się 15 maja 2010 roku w finale Pucharu Anglii, gdzie jego "The Blues" mierzyło się w FC Portsmouth. W zespole Chelsea od pierwszej minuty wystąpił Michael Ballack, jednak po faulu Kevina-Princa Boatenga zmuszony był do zejścia z boiska. Kontuzja okazała się na tyle groźna, że wykluczyła kapitana reprezentacji Niemiec z MŚ. Opaskę przejął Philipp Lahm.

Po wygaśnięciu umowy z Chelsea Ballack zdecydował się na powrót do Bundesligi, a dokładnie do swojej byłej drużyny - Bayeru Leverkusen. Zadaniem ,,Miszy" było odbudowanie formy po kontuzji i powrót do reprezentacji. Już na początku rozgrywek Ballack miał problemy zdrowotne. Łącznie w pierwszym sezonie po powrocie do ,,Aptekarzy" rozegrał zaledwie 17 spotkań w Bundeslidze. Mimo sporych problemów z regularną grą Ballack domagał się powołania do reprezentacji, jednak Joachim Loew nie widział dla niego miejsca w kadrze. W międzyczasie doszło do kilku sprzeczek medialnych pomiędzy Philippem Lahmem, a Michaelem Ballackiem. Były kapitan mówił głośno o tym, że po powrocie do reprezentacji opaska kapitańska będzie mu się należała. Zawodnik Bayernu Monachium kontrował starszego kolegę, że najpierw to on musi do reprezentacji wrócić, a potem zastanawiać się, kto będzie jej kapitanem. Lahm potwierdzał również, że nie ma zamiaru oddawać jej Ballackowi, nawet po jego ewentualnym powrocie. 16 lipca 2011 roku trener Joachim Loew zaproponował Michaelowi Ballackowi, jako zasłużonemu reprezentantowi i byłemu kapitanowi, mecz pożegnalny. Miał on się odbyć 10 sierpnia, a przeciwnikiem miała być Brazylia. Ballack skrytykował Loewa, a całą propozycję ocenił jako ,,farsę". Ballack w niemieckim trykocie już nigdy nie zagrał, a jego licznik zatrzymał się na 98 występach w reprezentacji w których zdobył 42 gole.


Prezentacja "Miszy" w Leverkusen po powrocie z Anglii
 Ostatni sezon Ballack spędził w Leverkusen w którym nie występował regularnie. Częste problemy z kontuzjami i słaba forma spowodowały, że Bayer nie przedłużył z nim umowy i ,,Misza" znów stał się wolnym zawodnikiem. Niemieckie media spodziewały się, że były reprezentant Niemiec trafi do ligi amerykańskiej lub australijskiej. Brak nowego klubu Ballacka przedłużał się, aż 2 października adwokat 36-letniego piłkarza poinformował, że były gwiazdor Bayeru Leverkusen, Bayernu Monachium, Chelsea Londyn i reprezentacji Niemiec zakończył karierę.

Kibice i media widzą w Ballacku wielkiego przegranego. Tytuły mistrzowskie w Anglii i Niemiec są niezwykle ważne i prestiżowe, jednak każdy z piłkarzy chce osiągnąć coś na arenie międzynarodowej. Ballack, mimo wielu szans, nigdy tego nie dokonał.

Po informacji o zakończeniu kariery przez Ballacka można było przeczytać wiele komentarzy kibiców niemieckich, którzy określali go mianem ,,Vize-Ballack" czy ,,wiecznie przegrany". Jest w tym sporo racji, gdyż Ballack w swojej karierze przegrał mnóstwo wielkich meczów. Wszystko rozpoczęło się w 2002 roku i jego pierwszy przegrany finał Ligi Mistrzów w barwach Bayeru Leverkusen z Realem Madryt. W tym samym roku doszło do kolejnego ciosu, tym razem przegrany finał z Brazylią na Mistrzostwach Świata w Japonii i Korei Południowej. Klęska na Mistrzostwach Europy w Portugalii, przegrany półfinał z Włochami w Mistrzostwach Świata w 2006 roku, porażka w barwach Chelsea w finale Ligi Mistrzów z Manchesterem United, czy w końcu finałowa porażka z Hiszpanią na Euro 2008. Można rzec, że Ballack był wielkim piłkarzem, ale nigdy nie potrafił wygrywać swoich najważniejszych meczów.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Co z tym Schalke?


Tragedia, blamaż i wielkie rozczarowanie. Tak trzeba określić ostatnie tygodnie, a nawet miesiące w wykonaniu piłkarzy Schalke 04 Gelsenkirchen. Drużyna z Zagłębia Ruhry w ostatnich jedenastu spotkaniach Bundesligi wygrała zaledwie dwa razy.

Schalke jeszcze pod wodzą Huuba Stevensa sezon rozpoczęło udanie. Swego czasu to właśnie drużyna z Gelsenkirchen była za plecami Bayernu Monachium, który od pierwszej kolejki jest liderem Bundesligi. Niezła forma w Bundeslidze pozytywnie oddziaływała na wyniki "Königsblauen" w Lidze Mistrzów. Niestety dla kibiców Schalke dobra forma ich pupili skończyła się na początku listopada i trwa do dnia dzisiejszego.


Były trener Schalke 04 Gelsenkirchen - Huub Stevens
Seria sześciu meczów bez zwycięstwa w Bundeslidze (w tym cztery porażki) spowodowała, że władze Schalke zdecydowały się zwolnić Huuba Stevensa. Holendra nie uratowała nawet bardzo dobra postawa drużyny w Lidze Mistrzów, gdzie "Königsblauen" zajęli pierwsze miejsce wyprzedając min. najbliższego rywala Bayernu Arsenal Londyn. Następcą byłego trenera min. PSV Eindhoven czy Hamburgera SV został Jens Keller.

Przed objęciem posady trenera Schalke Jens Keller miał na koncie zaledwie trzynaście spotkań w roli szkoleniowca drużyny Bundesligi (w VfB Stuttgart).

Wybór 42-letniego Niemca od razu mi się nie spodobał. Gdy pierwszy raz dowiedziałem się, że to Keller zastąpi Stevensa to pomyślałem, że jest to po prostu tymczasowy trener, który ma jedno zadanie: poprowadzić drużynę do awansu w Pucharze Niemiec, a następnie wrócić do trenowania młodzieży z Gelsenkirchen. Kellerowi wygrać batalii z FSV Mainz o awans do kolejnej rundy się nie udało, co tylko umocniło mnie w przekonaniu, że w styczniu na obóz do Kataru z drużyną Schalke poleci nowy coach.

Już w grudniu pojawiały się plotki, kto może objąć posadę trenera klubu z Gelsenkirchen. Osobiście miałem (i mam dalej) jedynego kandydata na to stanowisko. Mowa o Thomasie Tuchelu, który robi fantastyczną pracę w Moguncji. Dla najmłodszego obecnie trenera w Bundeslidze byłby to niewątpliwie duży krok w karierze trenerskiej. O wiele większy budżet transferowy, znacznie lepsi piłkarze, ale i zdecydowanie większe oczekiwania byłyby (a moim zdaniem będą) prawdziwym sprawdzianem dla 39-letniego trenera FSV Mainz.

Innymi kandydatami byli, a być może dalej są, Roberto di Matteo, czy Martin Jol. Ja jestem jednak w pełni przekonany, że sezon 2013/2014 na ławce trenerskiej Schalke rozpocznie Thomas Tuchel. Zwłaszcza, że Horst Heldt (dyrektor sportowy S04) dzisiaj po raz kolejny potwierdził, że Keller zostanie w Schalke do końca sezonu.

Przyszły trener  "Königsblauen" Thomas Tuchel?

Po losowaniu par 1/8 Ligi Mistrzów w Gelsenkirchen zapanowała wielka radość. Galatasaray Stambuł nie brzmiał strasznie i wydawało się, że to "Königsblauen" będą zdecydowanymi faworytami dwumeczu. Osobiście podzielałem radość działaczy i kibiców Schalke, jednak z biegiem czasu ten optymizm zarówno w mojej, jak i ich głowie, musiał być zredukowany. Pewnie niektórych zaskoczę, ale nie chodzi tu o te "wielkie" transfery Turków w postaci coraz starszego Drogby i wiecznie kontuzjowanego Sneijdera (ah ci Holendrzy..). Jedyne co mnie martwi to dyspozycja podopiecznych Kellera. Tak grając jak z Augsburgiem czy Greuther Fuerth nie da się myśleć o awansie do ćwierćfinału LM, nawet jak gra się z teoretycznie słabszym rywalem.

Na miejscu kibiców Schalke nie martwiłbym się jednak o Ligę Mistrzów. Największym problemem dla nich jest Bundesliga. Schalke zajmuje obecnie dopiero szóstą pozycję i do czwartego miejsca, które gwarantuje grę w 4. rundzie eliminacji LM traci już 7 punktów. Brak gry w następnej edycji Champions League byłoby ogromną katastrofą dla wszystkich ludzi związanych z Schalke. Wszystko wiążę się oczywiście z pieniędzmi z którymi w klubie z Gelsenkirchen nie jest najlepiej. Dodatkowo taki scenariusz byłby sporą rysą na reputacji klubu.

I teraz pytanie do bossów Schalke. Czy Jens Keller da radę poprowadzić drużynę do PRZYNAJMNIEJ czwartego miejsca na koniec sezonu? Ja podchodzę do tej sprawy pesymistycznie, co nie zmienia faktu, że będę mu w tym kibicował. Oczywiście nie od zbliżającej się kolejki, kiedy to mój ukochany Bayern zagra u siebie z "Königsblauen". Niech swoją drogę po LM Schalke rozpocznie od meczu w Moguncji.

A dlaczego kibic Bayernu będzie wierzył w dobre wyniki odwiecznego rywala? Bo chcę aby Bundesligę w Europie reprezentowały najmocniejsze zespoły. A o tym, że Schalke w przyszłym sezonie będzie zdecydowanie silniejsze, jestem święcie przekonany. A ten początek drogi po LM dla klubu z Zagłębia Ruhry niech będzie symboliczny. Rozpocznie się on od rywalizacji z FSV Mainz, czyli moim zdaniem, z klubem przyszłego coacha "Königsblauen".

Transfery zimowe w Bundeslidze, czyli nuda z kilkoma niespodziankami

Zimowe okienka transferowe w Bundeslidze rzadko należą do ciekawych. Podobnie było w tym roku, jednak nie obyło się bez kilku ciekawych akcentów. Poniżej przedstawiam najciekawsze ruchy transferowe w niemieckich klubach.

Niewątpliwie największym wydarzeniem stycznia w Bundeslidze była wiadomość o zatrudnieniu Pepa Guardioli przez Bayern Monachium. Hiszpański trener do drużyny rekordowego mistrza Niemiec dołączy dopiero po zakończeniu sezonu. Bawarczycy podczas zimowego okienka transferowego byli bardzo pasywni, do czego już dawno zdążyli przyzwyczaić swoich kibiców. Jedynym ruchem, który jest wart odnotowania jest zakontraktowanie utalentowanego środkowego obrońcy FSV Mainz Jana Kirchhoffa, który na zasadzie wolnego transferu trafi do Monachium w tym samym czasie co Pep Guardiola. W styczniu z Monachium wypożyczony został również Mitchell Weiser, który do końca sezonu będzie grać w FC Kaiserslautern. 

O wiele ciekawiej pod względem transferów było w Dortmundzie. Do drużyny Borussii wrócił Nuri Sahin, który po nieudanym czasie w Madrycie i Liverpoolu zdecydował się na powrót do swojego ukochanego klubu. - Jestem bardzo szczęśliwy, że znów jestem w domu - mówił na oficjalnej konferencji wychowanek Borussii. 24-latek został wypożyczony z Realu Madryt na półtora roku z możliwością pierwokupu (mówi się tu o 6 milionach euro). Zimą z Borussii odszedł natomiast Ivan Perisić, co dla nikogo nie było dużym zaskoczeniem. Niezadowolony ze swojej pozycji w zespole Chorwat przeszedł za 7,5 miliona euro do VfL Wolfsburg. Drużynę Kloppa opuścił też Chris Loewe, który za pół miliona euro przeniósł się do do drużyny FC Kaiserslautern. 

Do drużyny Bayeru Leverkusen doszedł tylko jeden zawodnik. Mowa oczywiście o Arkadiuszu Miliku, który do "Aptekarzy" trafił za 2,6 miliona euro z Górnika Zabrze. Z drużyną prowadzoną przez Samiego Hyypie i Saschę Lewandowksiego pożegnał się min. Renato Augusto, który za 3,5 miliona euro wrócił do swojej ojczyzny do zespołu Corinthias. 

Sporo działo się w zespole rewelacji rundy jesiennej Bundesligi. Do drużyny Eintrachtu wrócił Marco Russ, który w przeszłości występował już we Frankfurcie. Russ do drużyny Armina Veha został wypożyczony do końca sezonu z VfL Wolfsburg z możliwością pierwokupu. Innym piłkarzem wypożyczonym z Wolfsburga do zespołu holenderskiego szkolewnioca jest Srdjan Lakić, który też posiada w kontrakcie opcję pierwokupu. W styczniu z Eintrachtem pożegnało się wielu piłkarzy, min. do Celty Vigo wypożyczony został Vadim Demidov, a do TSV 1860 Monachium przeniósł się na zasadzie wypożyczenia Rob Friend.

Do ważnej zmiany doszło w zespole FSV Mainz. Moguncję opuścił na rzecz TSG 1899 Hoffenheim Eugen Polański, którego natychmiastowo zastąpiono reprezentantem Danii Nikim Zimlingiem, który do drużyny Thomasa Tuchela przeniósł się z Bruggii. Z zespołu wypożyczony został Malik Fathi, który rundą wiosenną spędzi w TSV 1860 Monachium. 

Jeden z hitowych transferów zimowych w Niemczech miał miejsce w Gelsenkirchen. Zespół opuścił Lewis Holtby, który pierwotnie miał przenieść się do Tottenhamu Hotspur dopiero latem na zasadzie wolnego transferu. Ostatecznie Niemiec do Anglii trafił już w styczniu za około 1,5 miliona euro. W jego miejsce ściągnięto 29-letniego Michela Bastosa z Olympique Lyon, który w Schalke występować będzie na zasadzie półtora rocznego wypożyczenia z możliwością pierwokupu. Do zespołu z Zagłębia Ruhry dołączyło również dwóch innych Brazylijczyków. Z wypożyczenia do Fuerth wrócił Edu, natomiast Raffael z Dynama Kijów będzie grał w Gelsenkirchen do końca sezonu. Schalke zapewniło sobie opcję wykupu byłego piłkarza min. Herthy Berlin już latem. Działacze Schalke zdecydowali się również wypożyczyć 23-letniego Sergio Escudero do Getafe FC. 

Ciekawie było też w Sinsheim. Drużynę TSG 1899 Hoffenheim czeka na wiosnę rozpaczliwa walka o utrzymanie. Działacze klubu zdecydowali się wzmocnić kadrę kilkoma zawodnikami. Do ekipy Marco Kurza dołączyło aż sześciu piłkarzy. Wypożyczony został Igor de Camargo z Borussii M'gladbach, który nie potrafił dogadać się z trenerem "Źrebaków" Lucienem Favrem. Do zespołu na zasadzie wypożyczenia dołączył również Huerlho Gomes z Tottenhamu Hotspur, który ma za zadanie zastąpić będącego w słabej formie Tima Wiesa. W ekipie "Wieśniaków" oglądać będziemy mogli również reprezentanta Polski Eugena Polańskiego, który do Sinsheim trafił za 2 mliony euro z FSV Mainz. Do TSG 1899 Hoffnheim trafili też David Abraham z Getafe FC, Afiyie Acquah z Parmy i reprezentant Peru Luis Adinvucla ze Sportingu Lima. 

Wiele roboty w styczniu miał Klaus Allofs, który wraz z Dieterem Heckingiem musiał podjąć decyzję o odejściu kilku piłkarzy. Drużynę z Wolfsburga w zimowym okienku transferowym opuściło dziewięciu piłkarzy, a aż ośmiu z nich zostało wypożyczonych. Jedynym z którym rozwiązano kontrakt był Chorwat Hrvoje Cale. Na zasadzie wypożyczenia klub opuścili: Rasmus Jonsson (FSV Frankfurt), Michael Schulze (Energie Cottbus), Srdjan Lakić (Eintracht Frankfurt), Mateusz Klich (PEC Zwolle), Giovanni Sio (Sochaux), Felipe Lopes (VfB Stuttgart) oraz Emanuel Pogatetz (West Ham United). Jedynym wzmocnieniem "Wilków" był wspomniany wcześniej Ivan Persić. 

Do kilku ciekawych zmian doszło w Stuttgarcie. Kontrakt do 2015 roku z VfB przedłużył trener Bruno Labbadia. "Szwabów" opuścił doświadczony Meksykańczyk Maza, który zdecydował się na powrót do ojczyzny do Club America. Z zespołem ze Stuttgartu pożegnał się też Zdravko Kuzmanović, który nie potrafił wywalczyć sobie miejsca w podstawowym składzie. Serb przeniósł się za 1,2 miliona euro do Interu Mediolan. Do zespołu trenera Labbadii sciągnięto na zasadzie wypożyczenia Frederico Machedę z Manchesteru United. Innym ciekawym piłkarzem, który na wiosnę będzie reprezentował barwy VfB jest reprezentant Rumunii Alexandru Maxim, który ostatnie lata spędził w Pandurii Târgu Jiu.

Jednym z najaktywniejszych niemieckich klubów w zimowym okienku transferowym był Hannover 96. Do zespołu Mirko Slomki trafiło aż czterech nowych piłkarzy. Najgłośniejszym nazwiskiem jest Johan Djourou, którego zespół z Hanoweru wypożyczył do końca sezonu z Arsenalu Londyn. Do Hannoveru 96 ściągnięto również Sebastiana Pocognoliego ze Standardu Liege, który do Niemiec trafił za 2 miliony euro. Do kadry zespołu trenera Slomki dołączył też Brazylijczyk Franca z Coritiby oraz utalentowany Andre Hoffmann z MSV Duisburg. 

Innymi wartymi odnotowania transferami jest przyjście Japończyka Mu Kanazakiego do FC Nuernberg, który ma stworzyć zgrany ofensywny duet ze swoim rodakiem Hiroshim Kiyotake. Do Bundesligi trafił też Michael Parkhurst. Reprezentant Stanów Zjednoczonych występować będzie w FC Augsburg.

Łącznie kluby niemieckie w zimowym okienku transferowym wydały 38,6 miliona euro. Ich zarobek w styczniu wyniósł 23,5 miliona euro. Poniżej przedstawiamy najsilniejszą jedenastkę transferową, która została stworzona spośród wszystkich piłkarzy, którzy trafił do któregoś z klubów Bundesligi.

Huerlho Gomes (TSG 1899 Hoffenheim) - Michael Parkhurst (FC Augsburg), Johan Djourou (Hannover 96), David Abraham (TSG 1889 Hoffenheim), Sebastien Pocognoli (Hannover 96) - Niki Zimling (FSV Mainz), Nuri Sahin (Borussia Dortmund), Ivan Perisić (VfL Wolfsburg), Mu Kanazaki (FC Nuernberg), Michel Bastos (Schalke 04 Gelsenkirchen) - Igor de Camargo (TSG 1899 Hoffenheim)

Guten Tag Guardiola, auf Wiedersehen Robben?

Czy to ostatnie miesiące Arjena Robbena w Monachium? Holender przez problemy z kontuzjami opuścił zdecydowaną większość spotkań w obecnym sezonie. Czy wieczny rekonwalescent jest jeszcze potrzebny Bayernowi?

Statystki Robbena w Monachium powalają na kolana. Niestety dla Holendra to nie one są jego wizytówką. Ilość opuszczonych spotkań przez "Latającego Holendra" w ciągu sezonu jest zdecydowanie za duża. Władze, trenerzy i kibice Bayernu przyzwyczaili się, że Robben to doskonały piłkarz, ale co najwyżej na jedną rundę. Czy taki zawodnik będzie potrzebny Pepowi Guardioli? 
Po ogłoszeniu zakontrakowania hiszpańskiego trenera przez rekordowego mistrza Niemiec przez internet przelała się fala różnych kpiących obrazków, które miały jeden przekaz: gdy Arjen Robben dowiedział się o przyjściu Guardioli, natomiast zażądał transferu do innego klubu, wszystko spowodowane jest oczywiście wymogiem byłego trenera FC Barcelony, który chce aby jego piłkarze wymieniali jak największą ilość podań. Jednak czy otoczka "egoisty" wokół holenderskiego skrzydłowego jest jeszcze aktualna?
Mimo, że Robben rozegrał w tym sezonie w barwach Bayernu zaledwie 900 minut (dla przykładu Thomas Mueller z którym Arjen walczy o miejsce w składzie spędził na boisku już ponad 2300 minut), to można było dostrzec dużą zmianę w stylu jego gry. Wielka krytyka min. ze strony legendarnego Franza Beckenbauera i tragiczna końcówka sezonu 2011/2012 (przestrzelony karny w decydującym spotkaniu z Borussią i w finale LM z Chelsea) miała widoczny wpływ na Holendra. Robben, który słynął ze swoich zejść ze skrzydła na swoją magiczną lewą nogę zaczął coraz częściej próbować wrzucać piłkę w pole karne. W sytuacjach w których "stary" Arjen za wszelką cenę chciałby zdobyć bramkę to już ten "nowy" stara się dostrzec lepiej ustawionych kolegów. Egoizm boiskowy, o którym jeszcze niedawno były gracz min. Realu Madryt i Chelsea Londyn mówił "jest moją siłą" znikł.

Poza problemami z kontuzjami, które mogą nie przypaść do gustu Guardioli, Robben ma jeszcze innne cechy, które niekoniecznie będą pozytywnie odbierane przez Hiszpana. Obecny trener Bayernu Jupp Heynckes powiedział kiedyś o Holenderze, że "kiedy będzie zdrowy, to będzie u mnie grał". 67-letni trener musiał tych słów bardzo żałować. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację z początku 2012 roku, kiedy to Robben wrócił do drużyny po długiej kontuzji. Heynckes w kilku pierwszych spotkaniach wpuszczał swojego holenderskiego skrzydłowego tylko z ławki, co bardzo rozwścieczyło piłkarza Bayernu. W niemieckich mediach rozpętała się prawdziwa burza, której głównym aktorem był właśnie Holender. Robben nie mógł zrozumieć, dlaczego trener na niego nie stawia. Wielka krytyka zachowania reprezentanta Holandii w niemieckich mediach doprowadziła nawet do tego, że przez pewien czas przestał on z nimi rozmawiać, a wywiadów udzielał tylko dziennikarzom ze swojego kraju. Sprawa po jakimś czasie ucichła.

W tym samym okresie rozgrywała się gra wokół nowego kontraktu Robbena. Stosunek Arjena do nowej umowy był przez długi czas nieznany, co niepokoiło wielu kibiców Bayernu. Jedynymi spokojnymi w tej sprawie byli bossowie Bayernu, którzy z Karl-Heinzem Rummenigge na czele zapewniali, że do podpisania nowego kontraktu dojdzie. W międzyczasie holenderski skrzydłowy wziął udział w kolejnym skandalu. Podczas pierwszego meczu w półfinale Ligi Mistrzów z Realem Madryt doszło między nim a Franckiem Riberym do sprzeczki. Skutkiem całej sytuacji był guz na głowie Robbena i wysoka kara finansowa Francuza. Negatywne emocje był jednak studzone przez dobrą grę Bayernu, która zaprowadziła ich do upragnionego finału LM na Allianz Arenie. Tuż przed finałen klub z Bawarii ogłosił, że Robben przedłużył swój kontrakt do 2015 roku.

Nie jest tajemnicą, że Guardiola nie lubi piłkarzy konfliktowych. Przykładem tego są Samuel Eto'o czy Zlatan Ibrahimović, którzy nie potrafili znaleźć wspólnego języka z hiszpańskim trenerem. Obaj przez to musieli szybko pożegnać się z "Dumą Katalonii". Robben na pewno do takiej grupy zawodników należy. Spekulacje transferowe, które dotyczą wielkich pieniędzy jakie podobno Guardiola ma otrzymać od Bayernu na nowych piłkarzy, mogą doprowadzić do tego, że Hiszpan będzie chciał zrobić małą rewolucję w kadrze rekordowego mistrza Niemiec. Wydaje się, że jednym z piłkarzy "do odstrzału" może być Arjen Robben.