niedziela, 23 czerwca 2013

Servus Pep! Czyli początek ery Guardioli w Monachium!

Kibice Bayernu Monachium nie mogą narzekać na brak atrakcji w tym roku. Najpierw ich ulubieńcy przez kilka miesięcy lali wszystkich w Europie, a teraz przed nimi najciekawszy okres przygotowawczy w historii.

Już w poniedziałek 24 czerwca rozpocznie się nowa era w Bayernie Monachium. Po raz pierwszy w tym roku w stolicy Bawarii pojawi się Pep Guardiola, który stawi się na oficjalnej konferencji prasowej na której zostanie przedstawiony jako nowy trener rekordowego mistrza Niemiec. To właśnie w najbliższy poniedziałek dziennikarze będą mieli szansę po raz pierwszy spytać Hiszpana o wszystko czego zapragną.

O tym, że Guardiola będzie nowym trenerem Bayernu dowiedzieliśmy się już w połowie stycznia. Hiszpan nie pojawił się jednak w Monachium, ba, nawet nie można było znaleźć żadnej jego wypowiedzi na temat wyboru nowego klubu. Tak też pozostało do dzisiaj. Powód dla takiej sytuacji jest bardzo prosty. Guardiola, ze względu na wielki szacunek do Juppa Heynckesa, nie chciał w żaden sposób przeszkadzać mu w prowadzeniu zespołu w trakcie sezonu.

Hiszpan pozostał w swojej posiadłości w Nowym Jorku, gdzie bardzo pilnie uczył się języka niemieckiego. Efekty nauki będziemy mogli poznać już w poniedziałek. Były trener Barcelony chce podczas konferencji prasowej posługiwać się językiem naszych zachodnich sąsiadów. - Pep cały czas uczy się niemieckiego, to jak obsesja. Cztery godziny dziennie, jak szaleniec! - mówił kilka tygodniu temu brat Pepa, Pere, w wywiadzie dla "Der Spiegel".

Poniedziałek to jednak tylko początek. Środa i czwartek to dwa pierwsze treningi Bayernu pod okiem nowego szkoleniowca. Oba odbędą się na Allianz Arena. Zainteresowanie kibiców jest ogromne. Wszyscy spodziewają się, że zarówno w środę i czwartek, na trybunach zasiądzie 25.000 kibiców (tyle jest dostępnych miejsc). Bilet na te wydarzenie kosztują 5 euro. Suma pieniędzy ze sprzedaży wejściówek zostanie przekazana na rzecz ofiar powodzi.

Prawdziwa "Guardiolomania" w Niemczech trwa już od kilku dni. Niemieckie serwisy zasypują kibiców ciekawostkami na temat nowego trenera Bayernu. Liczne wywiady z byłymi współpracownikami, znajomymi czy piłkarzami Pepa to rzecz na porządku dziennym w mediach. Prawdziwe szaleństwo ma jednak dopiero nadejść.

Oprócz suchych informacji na temat Hiszpania nie brakuje również analiz. Można śmiało powiedzieć, że na temat Guardioli w Bayernie wypowiedzieli się już wszyscy. Co zmieni Pep? Jak będzie wyglądał Bayern? Czy Hiszpan będzie potrafił udoskonalić maszynę zbudowaną przez Juppa Heynckesa? Pytań jest mnóstwo, a odpowiedzi tak naprawdę brak. O wiele mądrzejsi możemy być już po poniedziałkowej konferencji..

Na początku trzeba zająć się samym wyborem Hiszpana na stanowisko trenera Bayernu Monachium. Wielu kibiców uważa, że po tak fenomenalnym sezonie jak ten miniony, dalej drużynę powinien prowadzić Jupp Heynckes. Trzeba sobie jednak szczerze powiedzieć, że wątpliwym jest to, że najwięksi bossowie Bayernu Monachium spodziewali się, że 68-latek będzie potrafił osiągnąć ze swoimi piłkarzami tak niewiarygodny sukces. O ile zdobycie dubletu na krajowym podwórku było do przewidzenia, to triumf w Lidze Mistrzów w tak niezwykłym stylu był naprawdę ciężki do prorokowania. O tym najlepiej świadczą słowa Uliego Hoenessa. - Wygramy Ligę Mistrzów w ciągu najbliższych pięciu lat - mówił prezydent Bayernu, który zapewne miał tu na myśli triumf z Pepem Guardiolą na ławce trenerskiej.

Osobiście uważam, że wybór Guardioli to fantastyczna sprawa dla Bawarczyków. Za rok lub dwa bardzo ciężko byłoby Bayernowi znaleźć godnego następcę Juppa Heynckesa. W osobie Hiszpana do Monachium trafia niezwykle głośne nazwisko o którym marzyły inne największe kluby świata. 42-latek, mimo ogromnych sukcesów z Barceloną, ma jeszcze wiele do udowodnienia piłkarskiemu światu. Wielu uważa, że filozofia Guardioli pasuje tylko do jego rodzinnej Katalonii. Teraz w Bayernie będzie miał szanse potwierdzić swoje nieprzeciętne umiejętności trenerskie. Okazja jest ogromna, w końcu będzie prowadził obecnie najlepszy klub w Europie! I nikt nie może powiedzieć, że hiszpański trener przychodzi na gotowe. Pamiętajmy, że łatwiej wejść na szczyt niż się na nim utrzymać, a Guardiola ma do wykonania te drugie zadanie.

Mimo, że Hiszpana w Monachium jeszcze nie było, to podjął on już kilka ważnych decyzji. Z Bayernem pożegna się Mario Gomez, który nie pasuje Guardioli do stylu grania jaki będzie chciał stosować. Może oznaczać to, że nowy trener Bawarczyków będzie próbował grać z tak zwaną fałszywą dziewiątką. Taką rolę pełnić może nowa gwiazda Bayernu Mario Goetze lub Thomas Mueller.

Wiadomo już, że w Monachium pozostanie Arjen Robben. Wielu ekspertów i kibiców przewidywało, że Holender nie znajdzie miejsca w kadrze Guardioli. Ostatecznie odejście bohatera finału Ligi Mistrzów na Wembley jest niemożliwe. Hiszpan widzi w osobie 29-latka ważną postać swojej drużyny.

Niemieckie i szwajcarskie media przewidują, że Guardiola może być prawdziwą "trampoliną" dla kariery Xherdana Shaqiriego. Niezwykle dynamiczny i silny Szwajcar może pod okiem hiszpańskiego trenera stać się kluczową postacią Bayernu. Wielu porównuje Shaqiriego do Messiego. Oczywiście 21-latkowi jeszcze sporo brakuje, jednak widać w nim ogromny potencjał. To właśnie on ma być następcą w Bayernie Francka Ribery'ego.

Guardiola nie planuje żadnej zmiany jeżeli chodzi o trzon drużyny. Neuer, Lahm, Schweinsteiger i Ribery nadal pozostaną niepodważalnymi jednostkami w jedenastce Bawarczyków. Kluczem do sukcesów dla Hiszpana ma być Bastian Schweinsteiger. Jeden z najlepszych defensywnych pomocników świata bardzo imponuje 42-letniemu trenerowi. To właśnie "Basti" ma być najważniejszym piłkarzem w układance hiszpańskiego trenera.

Niewiele wiemy jeszcze na temat planów transferowych byłego trenera Barcelony. Prezydent Bayernu Uli Hoeness ujawnił kilka tygodni temu, że jednym z celów Guardioli był Neymar. Na takie rozwiązanie nie zgodzili się jednak działacze rekordowego mistrza Niemiec, którym młode talenty z Ameryki Południowej nie kojarzą się najlepiej. Zastępcą, i pewniejszym wyborem, stał się Mario Goetze o którym Hoeness pochlebnie wypowiadał się już dwa lata temu. Nie jest tajemnicą, że jedną z głównych zasad filozofii budowania kadry Bayernu jest ściąganie do siebie najlepszych niemieckich zawodników. 21-letni Goetze idealnie wkomponowuje się w taki styl pracy Bawarczyków.

Nadal nie wiadomo jak potoczy się sprawa Roberta Lewandowskiego. Polak jest jednym z głównych celów Guardioli, jednak już dziś wiadomo, że do Monachium tego lata najprawdopodobniej nie trafi. Jego ewentualny transfer do klubu zagranicznego może spowodować, że hiszpański trener będzie chciał sprowadzić kogoś innego. Jednym z kandydatów jest Luis Suarez.

Do wzmocnień może dojść też w linii obrony. Bardzo ciężka kontuzja Holgera Badstubera powoduje, że Guardiola może zdecydować się na transfer nowego środkowego obrońcy. W tej sprawie kluczowa może okazać się dyspozycja Jana Kirchhoffa, który trafił do Bayernu na zasadzie wolnego transferu z FSV Mainz. Jeżeli 22-latek dobrze będzie prezentował się podczas treningów to kto wie, czy Guardiola nie zrezygnuje z pozyskania nowego defensora.

Bardzo ciężko przewidywać w jakim stopniu Guardiola będzie chciał zmienić styl Bayernu. Rewolucji w grze Bawarczyków nie będzie, jednak na pewno można spodziewać się, że Hiszpan będzie chciał odcisnąć swoje piętno na zespole. Jeżeli ktoś w Europie gra podobnie do Barcelony to jest to właśnie Bayern. Dominacja i zdecydowana przewaga jeżeli chodzi o posiadanie piłki nad przeciwnikiem to coś, co na pewno łączy oba zespoły. Przyjście Guardioli może spowodować, że te style mogą być jeszcze bardziej zbliżone.

Jednak czy w Monachium zobaczymy słynną katalońską "tiki-takę"? Nie ma na to szans, o czym mówią sami Bawarczycy. - Mia san Mia to nasza własna tożsamość z której możemy być dumni - odpowiadał Bastian Schweinsteiger na spekulacje, które dotyczyły wprowadzania filozofii gry Barcelony przez Pepa Guardiolę w styl Bayernu Monachium.

Jak więc będzie wyglądał Bayern prowadzony przez Pepa Guardiolę? Tego naprawdę ciężko się spodziewać. Jako sympatyk Bawarczyków jedyne czego mogę sobie i hiszpańskiemu trenerowi życzyć jest to, żeby wszystkim piłkarzom rekordowego mistrza Niemiec nie zabrakło głodu sukcesów i ogromnego zaangażowania, które prezentowali w minionym, perfekcyjnym sezonie. Jeżeli te warunki będą spełnione, to kto wie, czy przepowiednie o erze Bayernu nie staną się faktem.

piątek, 24 maja 2013

Kto wygra i dlaczego Bayern?


Przed nami już tylko godziny do wielkiego finału na Wembley. Bayern czy Borussia? Borussia czy Bayern? Ja jestem przekonany, że podopieczni Juppa Heynckesa nie zafundują znów swoim kibicom kolejnego dramatu. Czas na wielkie zwycięstwo i triumf! A poniżej przedstawiam kilka czynników, które mogą zadecydować o końcowym sukcesie bawarskiej ekipy.


UMIEJĘTNOŚCI

Porównując Bayern Monachium i Borussię Dortmund nie da się nie zauważyć, że umiejętności czysto piłkarskie są atutem Bawarczyków. Jedyną formacją w której wydaje się, że Borussia może mieć lekką przewagą jest napastnik. Wiadomo już dzisiaj, że barwach mistrza Niemiec zobaczymy w sobotę Mario Mandzukicia. Chorwat jest bardzo ważną częścią zespołu, jednak to od Roberta Lewandowskiego zależy znacznie więcej w kontekście gry ofensywnej swojej drużyny.

Szybkie porównanie jedenastek w stylu niemieckiego "Bilda":
Neuer - Wiedenfeller 1:1
Lahm - Piszczek 2:1
Boateng - Subotić 3:2
Dante - Hummels 4:2
Alaba - Schmelzer 5:2
Martinez - Bender 6:2
Schweinsteiger - Gundogan 7:2
Robben - Błaszczykowski 8:2
Mueller - Reus 9:3
Ribery - Grosskreutz 10:3
Mandzukić - Lewandowski 10:4

Największą różnicę na plus dla Bayernu widać w bocznych strefach boiska. Pary Alaba-Ribery i Lahm-Robben to obecnie najlepsze skrzydła świata. Imponująco może wyglądać zwłaszcza współpraca austriacko-francuska i to nie tylko ze względu na genialną formę i umiejętności Francuza. 20-letni Alaba gra niesamowicie i śmiało można umieścić go w czołówce lewych obrońców świata, ba, niektórzy widzą w nim już tego najlepszego. Jako ciekawostkę można podać, że Kuba Błaszczykowski jeszcze nigdy nie wygrał z Austriakiem pojedynku jeden na jeden, a okazji do tego miał już sporo.

Równie imponująco prezentuje się bawarska prawa strona. Będący w równie dobrej formie jak Ribery Arjen Robben i od lat najlepszy prawy obrońca świata Philipp Lahm tworzą niezwykle groźny duet. Dużym atutem współpracy holendersko-niemieckiej jest zgranie. Możemy być pewni, że w meczu finałowym na Wembley nie raz zobaczymy jak Robben podaje (jeżeli kogoś to dziwi to nadal naiwnie wierzy w słowa "ekspertów" którzy widzą w Holendrze tylko samoluba) do wbiegającego za plecy Lahma. 29-letni Niemiec dzięki m.in. takim akcjom ma już na koncie 17 asyst.

DOŚWIADCZENIE

Jeżeli kogoś ma przerosnąć stawka tego meczu to jest to tylko i wyłącznie Borussia Dortmund. Niemal każdy zawodnik Bayernu ma na swoim koncie już jeden lub dwa finały Ligi Mistrzów. Do tego dochodzi kilkukrotne uczestnictwo w Mistrzostwach Europy i Świata. Podobną różnicę widać u trenerów. Dla Juppa Heynckesa będzie to już trzeci finał Ligi Mistrzów, natomiast dla Jurgena Kloppa dopiero pierwszy (i zapewne nie ostatni).

To, że piłkarze Borussii nie potrafią wytrzymać presji widzieliśmy w Madrycie i w rewanżowym spotkaniu z Malagą. Pierwsze dwadzieścia minut na Santiago Bernabeu to była ogromna i przytłaczająca przewaga gospodarzy, którzy w sposób jasny tylko sobie nie zdobyli jednej czy też dwóch bramek. Podobnie było z Malagą, gdzie Borussia miała postawić tylko kropkę nad i i dobić osłabionego rywala. Nic z tych rzeczy. Piłkarze BVB zagrali przestraszeni rangą spotkania i tylko cud w ostatnich minutach pozwolił im na awans do półfinału.

Presja wynikała oczywiście z tego powodu, że podopieczni Kloppa w obu tych spotkaniach mieli więcej do stracania niż zyskania. Śmieszą mnie opinie, że Borussia podejdzie do meczu na Wembley zrelaksowana i mająca tylko coś do ugrania. Moje zdanie jest proste - jeżeli ktoś jest już w finale Ligi Mistrzów to może stracić i to bardzo wiele. Ten fakt na pewno jest w głowach piłkarzy Borussii.

MOTYWACJA

Jeżeli ktoś pamięta Michaela Ballacka to pewnie wie, że był on symbolem generacji niemieckich piłkarzy, którzy wiecznie byli drudzy (mowa o arenie międzynarodowej). Ilość przegranych finałów, czy półfinałów w wykonaniu byłego piłkarza Bayernu Monachium, Bayeru Leverkusen czy Chelsea Londyn jest ogromna. Do tej generacji należą też m.in. Bastian Schweinsteiger czy Philipp Lahm, a śmiało można by dodać do nich Francuza Riberyego i Holendra Robbena. Dla wszystkich piłkarzy Bayernu finał na Wembley to kolejna wielka szansa na sukces na arenie międzynarodowej.

"Endlich" (wreszcie, w końcu) to niemieckie słówko, którego bardzo często używają ostatnio piłkarze, kibice, trenerzy i włodarze Bayern Monachium. Chodzi oczywiście o końcowe zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Finał na Wembley będzie dla Bawarczyków trzecią szansą w ciągu czterech ostatnich lat na spełnienie tego marzenia.

To wszystko sprawiło, że od sierpnia widzimy Bayern głodny, zmotywowany i pragnący sukcesów. To właśnie dzięki tej wielkiej ambicji Bawarczycy pobili niezliczoną ilość rekordów w Bundeslidze, przejechali się jak walec po wszystkich rywalach w Lidze Mistrzów i awansowali do finału Pucharu Niemiec. Te okropne dla Bayernu dwa ostatnie sezony spowdowały, że w Monachium urodził się prawdziwy potwór, który pragnie tylko jednego - pucharów.

Mamy koniec maja, a ten stwór dalej idzie po swoje i nie jest nawet lekko naruszony. Do potrójnej korony pozostały ekipie Heynckesa już tylko dwa spotkania. Jeżeli ktoś liczy, że Bayern odpuści na finiszu, albo że poczuje się zbyt pewny siebie to musi wiedzieć, że na takie coś nie ma szans. A jeżeli ktoś dalej się łudzi to musi pamiętać, że w Bayernie jest pewien człowiek, który na pewno do tego nie dopuści. Nazywa się on Matthias Sammer.

BRAK GÖTZE

Brak Mario Götze to ogromne osłabienie linii ofensywnej Borussii Dortmund. O nieobecności 20-latka i jego transferze do Bayernu można by napisać bardzo dużo. Najważniejszy fakt przed finałem jest jednak taki, że ten największy talent stulecia w Niemczech w barwach BVB na Wembley nie zagra. Dla BVB to bardzo zła wiadomość ponieważ trener Klopp nie ma żadnego wartościowego zmiennika. W miejsce młodego Niemca zobaczymy najprawdopodobniej Kevina Grosskreutza, któremu ambicji i woli walki odmówić na pewno nie można, jednak z umiejętnościami czysto piłkarskimi sytuacja wygląda już znacznie gorzej.

BAYERN WYGRAŁ Z BARCELONĄ

Każdy kto chciał w ostatnich latach wygrać Ligę Mistrzów musiał pokonać najlepszy klub XXI wieku. Bayern boleśnie się o tym przekonał. Najpierw porażka w finale z Interem, który w półfinale pokonał Katalończyków, a rok temu klęska z Chelsea, która też w półfinale pokonała Barcę. Teraz przed taką szansą stoją Bawarczycy, którzy Barcelonę zdemolowali jak nikt inny - 7:0, to był prawdziwy pogrom.

wtorek, 21 maja 2013

"50+1 Regel", czyli dlaczego w Niemczech nie ma egzotycznych właścicieli


Egzotyczni właściciele klubów to rzecz coraz bardziej powszechna. Obecność multimiliarderów w Anglii, Francji i Hiszpanii nikogo już nie dziwi. Pewnie wielu z Was zastanawia się, czemu nie ma ich w Niemczech. Odpowiedź jest prosta - 50+1!

Władze niemieckiej piłki w porę zdążyły zareagować na coraz śmielsze inwestowanie bogaczy w europejskie kluby. Chelsea Londyn, Manchester City, Paris-Saint Germain, Malaga CF, Portsmouth FC czy AS Monaco to przykłady klubów, które zarządzane są przez prywatnego właściciela. Wśród takich drużyn nie ma szans na znalezienie niemieckiej nazwy. A wszystko dzięki zasadzie 50+1.

Zasada 50+1 cieszy się wśród niemieckich kibiców dużą popularnością
Podstawowym celem tej reguły jest chronienie interesów klubów sportowych. Niemieckie władze nie chcą dopuścić, aby duże przedsiębiorstwa lub prywatni inwestorzy mogli przejąć całkowitą kontrolę nad klubami. Zasada jest więc jasna i klarowna - jeżeli klub chce dostać licencję na grę w niemieckiej lidze to jego udziały w całej spółce muszą wynosić minimum 51%.


Całą sytuację można przedstawić bardzo łatwo. Wyobraźmy sobie, że do jednego z niemieckich klubów  przychodzi bardzo bogaty pan Ahmed z Kataru. Pan Ahmed marzy o zbudowania zespołu marzeń, który w Bundeslidze będzie mógł jak równy z równym walczyć z Bayernem Monachium czy Borussią Dortmund. Z biegiem czasu klub sympatycznego Katarczyka ma rozpocząć szturm w Lidze Mistrzów. Niestety, ten piękny plan pana Ahmeda ginie już w zarodku. Oczywiście, przykładowy szejk może kupić klub dla siebie jednak jedyne rozgrywki w jakich będzie mógł brać udział to turnieje dzikich drużyn, czy też ligi międzyosiedlowe.

Nie oznacza to jednak, że nie mamy w Niemczech wyjatków. Chodzi tu o dwa kluby pierwszej Bundesligi - Bayer Leverkusen i VfL Wolfsburg. "Aptekarze" to klub, który w całości należy do znanej na całym świecie firmy farmaceutycznej. Podobnie jest z drużyną z Wolfsburga, która należy do Volkswagena. Oba kluby zostały jednak dopuszczone do rozgrywek przez DFB ze względu na to, że obie firmy już od wielu lat są w absolutnym posiadaniu drużyn. Dzisiaj przejęcie przez jakąkolwiek firmę któregoś z klubów Bundesligi na takich samych zasadach jak robią to Bayer i Volkswagen jest niemożliwe.

Nie oznacza to jednak, że zasada 50+1 nie jest bez wad. Przykładem może być TSG 1899 Hoffenheim, którego kapitał całej spółki jest w 96% dostarczany przez Dietmera Hoppa. Nie zmienia to jednak faktu, że 51% udziałów należy do klubu, natomiast cała reszta do prywatnego inwestora. Podobnie ma się sprawa z TSV 1860 Monachium, którego 60% inwestycji pochodzi od jordańskiego bogacza Hasana Ismaika. Ismaik, podobnie jak Hopp, posiada jednak tylko 49% udziałów w całej spółce.

Wzorem finansowym, a ostatnio też sportowym, dla wielu klubów na świecie jest Bayern Monachium. Rekordowy mistrz Niemiec to prawdziwa maszynka do zarabiania pieniędzy. Gigant z Bawarii od wielu lat notuje dodatnie bilanse finansowe, co powoduje, że jest nie tylko potężnym klubem, ale i przedsiębiorstwem. Udział klubu w całej spółce jaką jest Bayern wynosi 81,8%, resztą po połowie dzielą się dwaj główni sponsorzy Bawarczyków Audi i Adidas.

Przykład Bayernu różni się od wielu innych niemieckich drużyn. Warto zaznaczyć, że zdecydowana większość klubów posiada 100% udziałów. Na podobnych zasadach jak Bawarczycy działa chociażby Eintracht Frankfurt (68%) czy FC Ingolstadt (81%).

Bundesliga to obecnie najzdrowsza liga świata pod względem finansowym. Problemy z wypłatami jakie mają miejsce choćby w Hiszpanii to w Niemczech rzecz nie do pomyślenia. Jednym z powodów dla takiego stanu rzeczy jest na pewno zasada 50+1. Nie możemy zapominać również o wpływach z praw telewizyjnych, które w Niemczech dzielone są jak najbardziej solidarnie i sprawiedliwie. Oczywistym jest, że Bayern czy Borussia dostają takowych pieniędzy najwięcej, jednak dysproporcja między tymi największymi a najmniejszymi jest zdecydowanie mniejsza niż choćby ta jaka ma miejsce w Anglii czy Hiszpanii.

Sprawa prywatnych inwestorów w europejskich klubach jest wielkim polem do dyskusji. Z jednej strony mamy wzory prowadzenia takich drużyn jak Manchester City czy Chelsea Londyn. Z drugiej należy pamiętać, że w takich wypadkach kluby są "zabawką" w rękach bogaczy o czym boleśnie przekonała się hiszpańska Malaga czy Portsmouth.

I to właśnie powyższe przykłady są idealną reklamą dla zasady 50+1. W Niemczech nie ma szans, że klub stanie na skraju bankructwa tylko dlatego, że właściciel zrezygnuje z finansowania. Dodatkowym atutem reguły jest fakt, iż w Bundeslidze panuje zdrowa konkurencja. Na sukces każdy klub musi ciężko zapracować, a nie liczyć, że ktoś z zewnątrz da niewyobrażalną sumę pieniędzy i z miejsca rozpocznie szturm o czołowe miejsce w rozgrywkach ligowych i międzynarodowych (AS Monaco czy PSG).

poniedziałek, 13 maja 2013

Piłkarska emerytura - menadżer, trener, agent? A może zawodnik Jiu-Jitsu?


Każdy szanujący się kibic piłki nożnej powinien znać postać Bixentego Lizarazu. Legenda reprezentacji Francji i Bayernu Monachium to osoba niezwykła nie tylko ze względu na swoje wielkie sukcesy. Francuz po zakończeniu kariery piłkarskiej zdecydował się zostać zawodnikiem brazylijskiego Jiu-Jitsu.

Lizarazu to postać barwna. Już na początku swojej kariery dokonał czegoś spektakularnego. Francuz może do dziś chwalić się, że był pierwszym obcokrajowcem w Atleticu Bilbao od czasów pierwszej wojny światowej. Niewątpliwy wpływ na angaż Lizarazu w drużynie z Bilbao miał fakt, że posiada on baskijskie korzenie.

Lizarazu z pucharem Ligi Mistrzów w 2001 roku
Kolejne lata to wielkie sukcesy piłkarskie, zarówno w reprezentacji, jak i w Bayernie Monachium. Liczba tytułów zdobytych przez 43-letniego Francuza jest imponująca: sześciokrotny mistrz Niemiec, pięciokrotny zdobywa pucharu Niemiec, mistrz świata z 1998 roku i mistrz Europy z 2000 roku. Do tej długiej listy sukcesów sportowych Francuz dopisał w 2009 roku kolejny, kompletnie niepasujący do reszty. Lizarazu jest mistrzem Europy w brazylijskim Jiu-Jitsu.
Wówczas 39-letni Francuz w walce finałowej o mistrzostwo Europy w brazylijskim Jiu-Jitsu

                                           
- Jiu-Jitsu? Dzięki tej dyscyplinie sportu zebrałem wspaniałe doświadczenie. Walka jeden na jeden. Bez przyjaciół za plecami, jak to miało miejsce w piłce. To ma coś w sobie z walki o przetrwanie. Dzięki Jiu-Jitsu niewątpliwie wzrosła moja pewność siebie. Czasami sobie myślę, że fajnie by było rozpocząć karierę piłkarską mając już takie doświadczenie. Praca jako trener? To nie dla mnie. Menadżer? Może. Mogę to sobie kiedyś wyobrazić - mówi mistrz Europy w Jiu-Jitsu z 2009 roku w kategorii lekkiej dla zawodników powyżej 35 roku życia.

Jiu-Jitsu mogło nie być jedynym sportem w którym Lizarazu mógł osiągać spore sukcesy po zakończeniu zawodowej kariery pikarskiej. Francuz miał pomysł aby reprezentować barwy swojego kraju na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver. Nową dyscypliną 43-latka miał być skeleton. - Na zimowych igrzyskach w Turynie spotkałem Williego Schneidera, który swój ostatni tytuł w tej dyscyplnie zdobył w wieku 40 lat. Pomyślałem sobie, że mam jeszcze na to czas. Nie ukrywam, że Igrzyska Olimpijskie były dla mnie zawsze wielkim marzeniem. Nie muszę wygrać, ale start byłby dla mnie czymś wielkim, nawet w tak w mało znanym sporcie - mówił jeszcze przed osiągnieciem wielkiego sukcesu na mistrzostwach Europy Jiu-Jitsu w Lizbonie. Ostatecznie pomysł upadł, a Lizarazu poświęcił się w pełni brazylijskiej sztuce walki.


Duża część kibiców może pamiętać Francuza z pewnego ciekawego oświadczenia. Francuskie media informowały, że w przypadku awansu do Ligue 1 zespołu Evian Thonon Gaillard Lizarazu przebiegnie nago ulicami tego miasta. Oczywiście rewelacje francuskich dziennikarzy mijały się z prawdą, jednak nie tak bardzo jak mogłoby się wydawać. - Dziennikarzy zmienili moje słowa. Podczas jednego z wywiadów powiedziałem im, że jesli Evian awansuje to przespaceruje się nago po hotelu w którym robiliśmy wywiad. Oni oczywiście troszkę podkoloryzwali i wyszła z tego głupia plotka. Wtedy Evian było czwarte albo piąte, zbytnio w to nie wierzyłem. Ostatecznie awansowaliśmy, a ja wypełniłem swój zakład i przeszedłem po hotelu rozebrany, ale oczywiście niecałkowicie - opowiadał Francuz w 2011 roku.



Obecnie Lizarazu współpracuje ze swoim byłym klubem Bayernem Monachium. 43-latek był ostatnio reprezentantem bawarskiego klubu podczas losowania par półfinałowych Ligi Mistrzów. Zjawił się również podczas świętowania 23. mistrzostwa Niemiec. Znając jednak francuskiego Baska możemy oczekiwać, że już niedługo zaskoczy nas kolejnym oryginalnym pomysłem.

czwartek, 2 maja 2013

Bayern Monachium - najlepszy klub świata

Bayern Monachium to obecnie najlepszy klub świata. Z takim stwierdzeniem nie zgodzą się chyba tylko ignoranci, czy też po prostu idioci. 7:0 w dwumeczu z FC Barcelona to tylko jedno z kolejnych potwierdzeń siły Bawarczyków, którą obserwujemy od samego początku sezonu.

Jeżeli ktoś liczył, że podopieczni Juppa Heynckesa zwolnią i przestaną seryjnie wygrywać to bardzo się zawiódł. Bayern idzie jak burza od pierwszego ważnego spotkania, które miało miejsce 12 sierpnia 2012 roku. Wówczas Bawarczycy pokonali na własnym stadionie w meczu o Superpuchar Niemiec Borussię Dortmund 2:1. Od tamtej pory zniszczeni psychicznie poprzednim sezonem piłkarze rekordowego mistrza Niemiec rozpoczęli swój marsz po potrójną koronę. Mamy już maj i nikt nie może ich powstrzymać.

Pierwszym łupem nowych mistrzów Niemiec jest Bundesliga. Bayern od pierwszej do ostatniej kolejki jest na czele tych rozgrywek. Czy liga niemiecka jest taka słaba? Nie, to oczywiste, że nie. To Bawarczycy są tacy potężni.

Trzeci finał Ligi Mistrzów w ciągu czterech lat to coś wielkiego. OK - dwa poprzednie były przegrane, ale czy sam fakt dojścia do nich nie jest czymś niesamowitym? Kto wie, być może właśnie przez te dwie niezasłużone porażki z Interem i Chelsea Bawarczycy są teraz tacy mocni? Głód sukcesów, wielka motywacja i zaangażowanie, to widać w praktycznie każdym spotkaniu Bayernu w tym sezonie. Jeżeli do tego dołożymy wielkie umiejętności jakie drzemią w piłkarzach mistrza Niemiec to musi powstać mieszanka wybuchowa.

Nie można zapomnieć też o Juppa Heynckesie, którego dwa mecze dzielą od nagrody trenera roku. Zwycięstwa w Londynie i Berlinie zapewnią 68-latkowi wspaniały koniec kariery, kto wie, czy nie najwspanialszy w historii piłki. (nie wierzę, że po takim sezonie Pan Jupp przejmie jeszcze jakąś drużynę).

Heynckes po PRAWIE doskonałym poprzednim sezonie potrafił wyciągnąć wnioski i na tyle wzmocnić drużynę, że tą teraz zachwyca się cały świat. Odnalazł w sobie i w swoich piłkarzach niesamowitą motywację do tego, żeby razem przeżyć coś niesamowitego. To trwa i miejmy nadzieję, że trwać będzie do pierwszego czerwca, kiedy to zwycięzcy Ligi Mistrzów wzniosą do góry Puchar Niemiec.




czwartek, 25 kwietnia 2013

Spokojna środa? Nic z tych rzeczy

Bayern Monachium pokonał FC Barcelona 4:0 w pierwszym spotkaniu półfinału Ligi Mistrzów. Rozpocząłem banalnie i pewnie tak by było gdybym napisał jeszcze, że jestem niesamowicie zadowolony i rewanż w Hiszpanii będzie tylko formalnością. Niestety tak nie będzie...

O ile zdenerwowanie przed wtorkowym spotkaniem mogło być naprawdę spore, to mogę zapewnić, że te w przyszłym tygodniu będzie na podobnym poziomie. Trudno obawiać się, że "Barca" zmieni swój styl o 180 stopni i że Bayern z pędzącego pociągu zamieni się w niebieskie Seicento. Odpadnięcie Bayernu po takim wyniku pierwszego spotkania byłoby czymś niezrozumiałym. Chociaż, jak przypomni się finał z zeszłego roku...Nie wspominajmy o tym. Bawarczycy muszą awansować i tyle. W czym więc jest problem?

Philipp Lahm, Dante, Bastian Schweinsteiger, Javi Martinez, Luiz Gustavo i Mario Gomez - co łączy tych piłkarzy? Każdy z nich może nie zagrać w finałowym spotkaniu na Wembley z powodu żółtych kartek. Głupi faul taktyczny, gra aktorska kogoś z "Barcy" (jakże to prawdopodobne) i któreś z ważnych ogniw Bayernu nie zagra w w maju w Londynie. Bez "Bastiego" czy kapitana Lahma w finale LM? Ciężko to sobie wyobrazić, nawet przy tak szerokiej kadrze zespołu Juppa Heynckesa.

Równie ciężko znaleźć dobre rozwiązanie w tej sytuacji. Przeczytałem ostatnio bardzo dobry pomysł jednego z forumowiczów, który zaproponował oddać walkowera. Pomysł genialny. Barcelona wygrywa 3:0, ale w kontekście awansu nic jej to nie daje, a wszyscy piłkarze Bayernu bez stresu o kartki są w finale. Szkoda, że to niemożliwe..

Na Camp Nou trzeba zagrać i to trzeba zagrać bardzo dobrze i z wielkim zaangażowaniem. Szybki strzelony gol przez Messiego i spółkę może obudzić w Katalonii jakiś promyk nadziei. Bayern nie może do tego dopuścić. Bramka dla Bawarczyków oznacza niemal koniec rywalizacji. Do tego trzeba dążyć. Wszystko wydawałoby się tak proste i przyjemne do zrealizowania, ale gdzieś z tyłu głowy kilku piłkarzy będzie to, że mały błąd, głupi faul i marzenia o grze na Wembley któregoś z nich prysną.

Co więc ma zrobić Jupp Heynckes? Trudno cokolwiek wymyślić. Z jednej strony trzeba pamiętać, że czeka Bayern arcytrudny mecz na Camp Nou, a z drugiej wynik jest tak doskonały, że trudno sobie wyobrazić, że mistrzowie Niemiec mogą jeszcze odpaść. Zdania wśród kibiców są podzielone.

Osobiście jestem za wystawieniem możliwe jak najlepszej jedenastki (z Lahmem, Dante, "Bastim" i Javim). Cała czwórka gwarantuje najwyższy poziom i pewny awans do kolejnej rundy, ale...No właśnie. Każdy z nich musi mieć świadomość, że trzeba grać możliwie jak najczyściej, co przy niezwykle szybkich i znakomitych technicznie piłkarzach "Barcy"może być trudne.

Jak zminimalizować ryzyko dostania żółtej kartki? Sposób jest prosty, a w tekście była już o nim mowa. Możliwie jak najszybszciej strzelony gol zakończy już na dobre rywalizację. Wtedy Jupp Heynckes będzie mógł przeprowadzić pierwsze zmiany (jak dla mnie nie ma innej możliwości, jak ściągnięcie z boiska Schweinsteigera i Martineza, którzy są absolutnie genialnym duetem, obecnie najlepszym na świecie jeżeli chodzi o pozycję defensywnych pomocników).

Na koniec nie da się nie wspomnieć o wyczynie Borussii Dortmund, który mógł zszokować wielu. Ukłony przed Robertem Lewandowskim, który został absolutną gwiazdą piłki nożnej tego tygodnia na całym świecie. Polscy kibice mogą się cieszyć, że skończyły się czasy, kiedy każdy czekał na to, czy w Olympiakosie Pireus zagra Michał Żewłakow, albo czy Kamil Kosowski wystąpi przez kilka minut w APOELu Nikozja (mowa o rozgrywkach LM). "Lewy" strzela w BVB od dawna. Ale dopiero ten rok, ta edycja Ligi Mistrzów musi uświadomić wszystkim jedno - na naszych oczach tworzy (a raczej odradza) się nowy klub, który może być postrachem dla największych w Europie. Mnie najbardziej cieszy fakt, że to zespół z Bundesligi.

I dla porównania. W zespole Borussii Dortmund, prawdopodobnego finalisty, zagrożony ewentualnym zawieszeniem jest rezerwowy Kevin Grosskreutz, jakiej klasy to piłkarz, nie muszę nikomu opowiadać. Niemiecki finał w Londynie? Anglicy pewnie niezwykle się cieszą.... Nie El Classico, a der Klassiker, czyż to nie lepiej brzmi?

czwartek, 11 kwietnia 2013

Co to będą za półfinały!

Bayern Monachium, Borussia Dortmund, FC Barcelona i Real Madryt. Jakich par z tej czwórki byśmy nie stworzyli to czekają nas kapitalne cztery mecze półfinałowe. Piątkowe losowanie niczego nie zmieni i nie zepsuje. Już w kwietniu cały piłkarski świat będzie zachwycał się pojedynkami czterech najlepszych zespołów Europy.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w tej czwórce półfinałowej mamy trzy drużyny zdecydowanie najmocniejsze i najlepsze na Starym Kontynencie. Mowa oczywiście o Bayernie Monachium, FC Barcelona i Realu Madryt. Są to ekipy, które od początku były stawiane w roli największych faworytów tegorocznej Ligi Mistrzów. Nikt się nie pomylił - wszystkie są dalej w grze, co oznacza, że na Wembley zobaczymy najprawdopodobniej starcie prawdziwych gigantów.

Obok wielkich faworytów jest Borussia Dortmund, czyli czarny koń całego turnieju. Ekipa Kloppa wydaje się być najsłabsza w stawce, ale to powoduje, że będzie jeszcze bardziej niebezpieczna i nieprzewidywalna. BVB uwielbia grać z teoretycznie mocniejszym przeciwnikiem. Borussia pokazała w meczach z Bayernem, czy tych grupowych z Realem i City, że w pojedynkach z faworytami czuje się doskonale i to w takich spotkaniach pokazuje pełnie swoich możliwości. Teraz nie będzie inaczej. Kto trafi na Borussię ten musi być przygotowany na bardzo trudne zadanie.

Ciężko wyciągać wnioski z meczu z Malagą. Borussia była faworytem, Borussia musiała i na Borussię każdy stawiał. Presja na piłkarzach Kloppa była ogromna i było to widać od pierwszej minuty spotkania. BVB szczęśliwie, ale jest w półfinale. Piękny sen BVB trwa dalej i teraz ten zespół nie ma już nic do stracenia. Warto podkreślić to jeszcze raz - Borussia grająca z rywalem teoretycznie mocniejszym (a tak na pewno będzie w półfinale) będzie zespołem szalenie niebezpiecznym.

Zestaw drużyn w półfinale Ligi Mistrzów nie może nikogo dziwić. Obecność dwóch drużyn z Niemiec i Hiszpanii doskonale obrazuje nam siłę obu reprezentacji tych krajów, które są obecnie najmocniejsze na świecie. Reprezentacja naszych zachodnich sąsiadów oparta jest w zdecydowanej większości na piłkarzach Bayernu i Borussii. Podobnie jest z Hiszpanami i Realem i FC Barcelona.

Rzeczą, która może niepokoić wszystkich kibiców są sędziowie, którzy w fazie pucharowej Ligi Mistrzów popełniają niesamowitą ilość błędów, które często wypaczają wynik spotkania. Miejmy nadzieję, że do takich sytuacji nie dojdzie w półfinałach i finale. Obawiam się niestety, że to tylko moje pobożne życzenie.

A kto wygra Ligę Mistrzów? Liczę na to, że mecz o puchar Uliego Hoenessa będzie szansą rewanżu dla FC Barcelona za przegrany finał CL. Natomiast mecz o Superpuchar Europy niech będzie powtórką finału z Allianz Arena....