poniedziałek, 4 marca 2013

Mózg Bayernu

"Hasta la vista, Bayern finalista" krzyczał do mikrofonu jeden z najbardziej popularnych niemieckich komentatorów Wolf-Christoph Fuss po rzucie karnym wykonywanym przez Bastiana Schweinsteigera w Madrycie. Wielki triumf w stolicy Hiszpanii oznaczał dla wicekapitana Bayernu początek prawdziwego koszmaru. 


Pierwszy, najmniej bolesny akt wielkich porażek Schweinsteigera miał miejsce w Berlinie w finale Pucharu Niemiec. Tydzień później, już w swoim ukochanym Monachium, 28-latek musiał przeżyć ogromny szok po "Finale Dahoam". Tragiczną serię zakończył półfinał Mistrzostw Europy w Warszawie, gdzie Niemcy przegrali z Włochami 1:2. Wielu myślało, że były to ciosy po których "Basti" już się nie podniesie.

Na szczęście dla kibiców Bayernu i reprezentacji Niemiec Schweinsteiger nie poddał się i wrócił jeszcze mocniejszy. Wychowanek bawarskiego giganta gra w obecnym sezonie bardzo dobrze, a jego występy w 2013 roku można określić mianem "fantastycznych". Swoją postawą na boisku w ostatnich tygodniach odpowiedział krytykom (Olaf Thon czy Gunter Netzer), którzy wątpili w jego przydatność dla "Die Nationalelf".

Oglądając ostatnie spotkania rekordowego mistrza Niemiec nie można nie zauważyć w jakiej kapitalnej formie jest obecnie Bastian Schweinsteiger. Tempomat, serce czy mózg zespołu to najlepsze określenia dla roli jaką pełni na boisku 28-letni Niemiec. Jego występami zachwycają się też niemieckie media, które piszą nawet o tym, że jest on obecnie w najlepszej dyspozycji w całej swojej karierze.

Jednym z głównych powodów dla takiej formy "Schweiniego" jest jego wewnętrzna mobilizacja. W wywiadach często podkreśla, że porażki z poprzedniego sezonu wzmocniły jego charakter i jeszcze bardziej zwiększyły apetyt na kolejne trofea. Wielkim marzeniem "Bastiego" jest triumf w Lidze Mistrzów. Po przedłużeniu swojego kontraktu z "Gwiazdą Południa" podkreślał, że końcowe zwycięstwo w tych elitarnych rozgrywkach da mu największą radość tylko wtedy, gdy wygra je w barwach Bayernu Monachium.

Innym ważnym aspektem dla dyspozycji Schweinsteigera jest obecność w drużynie Javiego Martineza. Hiszpan po kilku miesiącach adaptacji pokazuje, dlaczego Uli Hoeness i reszta bossów Bayernu zdecydowała się zapłacić za niego 40 milionów euro. Bask zachwyca swoją grą w destrukcji i w przeciwieństwie do Luiza Gustavo potrafi też dobrze rozegrać piłkę. Współpraca na linii Schwesinteiger-Martinez może się bardzo podobać. Obaj znakomicie się uzupełniają, co potwierdza duża przewaga Bawarczyków w środku pola niemal w każdym spotkaniu. Nieprzypadkowo wysoka forma Hiszpana przyszła w tym samym czasie co genialne występy "Bastiego".


Na duży szacunek kibiców nie zasługuje tylko forma piłkarska 28-latka. Schweinsteiger nie jest już młodzieńcem z pofarbowanymi włosami na blond, który do Olivera Kahna zwracał się per Pan. Mimo, że "Schweini" jest tylko wicekapitanem drużyny to widać, że to on jest prawdziwym liderem zespołu. Potrafi krzyknąć i zmotywować kolegów. O porównywanie go do legendy Bayernu Kahna ciężko, jednak można przytoczyć tu słynny wywiad "Tytana", którzy stwierdził: "jaj, potrzebujemy jaj". Wydaje się, że jest ich w obecnej drużynie Bayernu coraz więcej, m.in. dzięki Schweinstegierowi.


Przyjście Pepa Guardioli może spowodować, że "Basti" stanie się jeszcze lepszym piłkarzem. W jednym z wywiadów 28-latek zaznaczył jednak, że nie wyobraża sobie, że hiszpański trener będzie chciał wprowadzać w Bayernie podobny styl, jaki stosował w FC Barcelonie. "Mia san Mia to nasza własna tożsamość z której możemy być dumni" mówi wychowanek rekordowego mistrza Niemiec.

W obecnym sezonie Bastian kroczy po swoje szóste mistrzostwo Bundesligi. Bardzo realny wydaje się też szósty Puchar Niemiec. Jednak jeśli "Schweini" chce stać się prawdziwą legendą niemieckiej piłki to musi wygrać coś jeszcze na arenie międzynarodowej. Rosnąca potęga Bayernu i ogromna siła reprezentacji Niemiec pozwala mu realnie myśleć o wielkich trofeach. Kto wie, może 2014 rok będzie należał właśnie do niego?

czwartek, 28 lutego 2013

Dziękujemy Borussii!

"Zrobiliśmy wiele, żeby znowu być najlepszymi w Niemczech. Dla nas to dobrze, że jest w naszym kraju taki klub jak Borussia. Oni spowodowali, że gramy na innym poziomie" tak skomentował nie tylko ostatnie spotkanie, ale i wiele ostatnich miesięcy prezydent Bayernu Uli Hoeness. Ciężko się z nim nie zgodzić.

Poziom Bundesligi wzrasta w bardzo szybkim tempie i muszą to zauważyć nawet najwięksi przeciwnicy niemieckiego futbolu. Fantastyczna infrastruktura, stadiony wypełnione po brzegi, kapitalny system szkolenia młodzieży i bardzo dobra sytuacja finansowa całych rozgrywek to tylko kilka z wielu atutów niemieckiej piłki. Nie bez kozery mówi się o Bundeslidze, że to najzdrowsza liga na świecie.

Borussia Dortmund pokazała, że nie trzeba wielkich pieniędzy aby stworzyć klub, który liczy się nie tylko w Niemczech, ale i w całej europejskiej piłce. To co nie udało się gigantowi ligi angielskiej - Manchesterowi City, zrobili piłkarze Borussii. Dwa sezony w Lidze Mistrzów i dwukrotny blamaż obecnych Mistrzów Anglii pokazał, że trzeba mieć w dzisiejszej piłce coś więcej niż tylko pieniądze. Ekipa Kloppa w fazie grupowej Ligi Mistrzów zaprezentowała to, czym przez dwa poprzednie sezony zachwycała w Bundeslidze. Awans z pierwszego miejsca z "grupy śmierci" potwierdził, że BVB to drużyna z którą musi się liczyć każdy klub w Europie. Takie, na pierwszy rzut oka, małe osiągnięcia w CL to dla stworzonego na podstawie petrodolarów giganta z niebieskiej części Manchesteru tylko marzenia.

Ten niewiarygodny skok do góry Borussii był zaskoczeniem dla wszystkich w Niemczech, a zwłaszcza dla Bayernu, który przez dwa lata był upokarzany przez drużynę z Dortmundu. Z perspektywy czasu trzeba jednak ocenić, że te dwa sezony bez tytułów były czymś, co pchnęło Bayern jeszcze bardziej do przodu. Potwierdzają to słowa Hoenessa, który ze względu na m.in. Borussię musiał jeszcze bardziej zainwestować w rozwój swojej potęgi. Dzisiaj prezydent Bayernu na pewno tego nie żałuje, bo jego klub pewnie kroczy po dwudzieste trzecie Mistrzostwo Niemiec i szesnasty Puchar Niemiec, a w Lidze Mistrzów po raz kolejny jest jednym z głównych faworytów do końcowego triumfu.

Ćwierćfinałowe spotkanie Bayernu z Borussią Dortmund pokazało obecną różnicę miedzy obiema drużynami. Bayern zdominował BVB, które nie potrafiło w żaden sposób zagrozić bramce Manuela Neuera. Z takim obrazem spotkania kibice z Monachium i Dortmundu podczas rywalizacji swoich klubów dawno się nie spotkali. Bawarczycy mogą tylko sobie "zawdzięczać", że mecz zakończył się tak niskim zwycięstwem. "Tym spotkaniem potwierdziliśmy swoją dominację w niemieckiej piłce" - mówi Hoeness.

Rozstrzygnięcie w Pucharze Niemiec i różnica w tabeli Bundesligi nie oznacza, że w następnym sezonie Bayern będzie w Niemczech znów bezkonkurencyjny. Borussia na pewno wyciągnie wnioski z obecnych rozgrywek i przede wszystkim wzmocni swoją ławkę rezerwowych. Brak szerokiej i wyrównanej kadry uniemożliwia Kloppowi walkę na wszystkich frontach.

Polityka przedłużania kontraktów BVB udała się niemal w 100%. Jedynym piłkarzem z pierwszego składu Borussii, który opuści Dortmund w najbliższym czasie jest Robert Lewandowski. Odejście Polaka nie będzie dla "Borussen" tak wielkim osłabieniem jak ewentualna sprzedaż Goetzego, Reusa czy Hummelsa. Zwłaszcza, że głośno mówi się o tym, że następcą "Lewego" może być była gwiazda VfL Wolfsburg Edin Dżeko. Osobiście uważam, że Bośniak może jeszcze tylko zwiększyć siłę ofensywną drużyny Kloppa.

Podsumowując można paradoksalnie napisać, że kibice Bayernu powinni być wdzięczni Borussii. To dzięki niej Bayern cały czas się rozwija, o czym świadczy choćby zatrudnienie Pepa Guardioli. Pojawienie się tak mocnego konkurenta w Bundeslidze powoduje, że rekordowy Mistrz Niemiec nie może choćby na chwilę spuścić z tonu. Taka sytuacja tylko zwiększa szanse na tak długo wyczekiwany w Monachium triumf w LM.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Hertha w drodze po kolejny awans

Wielkim wstydem dla mieszkańców Berlina jest fakt, iż ich miasto jest chyba jedyną stolicą w Europie, która nie posiada choćby jednego klubu w najwyższej klasie rozgrywek piłkarskich. Wszystko wskazuje na to, że Hertha zmaże tę plamę już za kilka miesięcy.

Prawdziwe problemy Herthy z grą w Bundeslidze rozpoczęły się w sezonie 2009/2010. To właśnie wtedy, po trzynastu latach gry w najwyższej klasie rozgrywkowej, "Stara Dama" spadła do drugiej ligi. W tamtym czasie w zespole z Berlina występowali min. Artur Wichniarek i Łukasz Piszczek. Wielka katastrofa, jakim był spadek, nie załamała działaczy i piłkarzy Herthy, która w kolejnym sezonie bardzo pewnie awansowała z powrotem do Bundesligi.

Berlińczycy niestety nie potrafili się utrzymać i koszmar sprzed dwóch lat znów się powtórzył. Przegrany dwumecz barażowy z Fortuną Duessledorf spowodował, że w obecnym sezonie Hertha po raz kolejny walczy o powrót do pierwszej ligi.

Jos Luhukay - trener Herthy Berlin

Zespół z Berlina do upragnionego awansu prowadzi holenderski trener Jos Luhukay, który potrafił najpierw awansować, a następnie utrzymać FC Augsburg w Bundeslidze, co patrząc na potencjał zespołu z Bawarii było zadaniem bardzo trudnym. Po udanej pracy w Augsburgu trener Luhukay zdecydował się przenieść do niższej ligi i walczyć z Herthą o awans.

Berlińczycy są na bardzo dobrej drodze, żeby po raz drugi w ciągu dwóch lat powrócić do Bundesligi. Hertha zajmuje obecnie drugą pozycję z dziesięcioma punktami przewagi nad trzecim K'lautern (z którym zmierzy się dzisiaj) i z zaledwie dwupunktową stratą do prowadzącego w tabeli Eintrachtu Brunszwik. Wydaje się, że tylko prawdziwa katastrofa może zabrać awans piłkarzom ze stolicy Niemiec.

Fenomenalny Stadion Olimpijski w Berlinie
Powrót Herthy do Bundesligi doda niewątpliwie wiele kolorytu całym rozgrywkom. Nie trzeba być wielkim ekspertem, żeby stwierdzić, że mecze z udziałem klubu ze stolicy Berliną będą cieszyły się większą popularnością niż te przeciwko takim ekipom jak Greuther Fuerth czy wspomniany wcześniej FC Augsburg. Powrót "Starej Damy" to także powrót do Bundesligi kolejnego pięknego i ogromnego stadionu.

Głód wielkiej piłki w Berlinie jest ogromny, co pokazały ostatnie derby z Unionem. Na Olympiastadion, na meczu drugiej Bundesligi, zjawił się komplet 74.244 widzów. Dla nas, Polaków, jak i dla zdecydowanej większości innych krajów, taka frekwencja na meczu nawet pierwszej ligi to czysta abstrakcja.

czwartek, 21 lutego 2013

Profesor van Buyten

"van Sosna", "van Drewno" czy "wspólnik G.Rasiaka" to tylko kilka z wielu określeń stworzonych przez kibiców Bayernu "na cześć" Daniela van Buytena. Na szczęście dla Bawarczyków rosły Belg nie poszedł za "głosem ludu" i nie pracuje na tartaku tylko dalej występuje w barwach rekordowego mistrza Niemiec. 

Kibice Arsenalu przed meczem z Bayernem liczyli, że Daniel van Buyten będzie popełniał masakryczne błędy, a Theo Walcott dzięki swojej szybkości będzie mijał Belga przy każdej okazji. Wszyscy łudzący się, że 35-latek będzie kluczem do zwycięstwa nad machiną z Monachium, bardzo się rozczarowali.

O ile wygrywanie pojedynków główkowych z takimi piłkarzami jak wspomniany Walcott czy Santi Cazorla nie mogło być żadnym problemem dla mierzącego 197 cm obrońcy, to typowa gra jeden na jeden była sporym znakiem zapytania. Na szczęście van Buyten w żaden sposób nie zawiódł i był bardzo jasnym punktem dobrze radzącej sobie we wtorkowy wieczór bawarskiej defensywy. Belg doskonale przewidywał zagrania "Kanonierów", wyprzedzał napastników rywala i co ważne dobrze wprowadzał piłkę do przodu. Dodatkowym plusem jego występu był udział przy drugiej bramce dla Bayernu, kiedy to właśnie po jego strzale głową szanse na dobitkę miał Thomas Mueller. Można powiedzieć, że w Londynie zagrał po profesorsku.

Van Buyten kontra Theo Wallcot
Nie jest tajemnicą, że regularna gra van Buytena od początku rundy wiosennej jest spowodowana czerwoną kartką Jeroma Boatenga w meczu z BATE i ciężką kontuzją Holgera Badstubera. Jupp Heynckes musiał zacząć ogrywać swojego jedynego możliwego partnera dla Dantego na dwumecz z Arsenalem. Belg swoją szansę wykorzystał idealnie.

Przy takiej formie van Buytena rodzi się wiele pytań. Czy po rewanżowym spotkaniu z "Kanonierami" to 35-latek dalej będzie podstawowym obrońcą Bayernu? Czy reprezentant Niemiec Jerome Boateng po swoim idiotycznym zagraniu w meczu szóstej kolejki fazy grupowej LM będzie pokutował przez kolejne tygodnie, a może nawet miesiące? I co z wygasającym po obecnym sezonie kontrakcie belgijskiego obrońcy?

Na pierwsze dwa pytania ciężko odpowiedzieć. Obserwując pracę Heynckesa w Monachium można dojść do wniosku, że dopóki Bayern będzie spisywał się jak dotychczas to Boateng może liczyć na występy w tylko mniej wymagających spotkaniach jak choćby te najbliższe z Werderem Brema.

Daniel van Buyten występuje w Bayernie od czerwca 2006 roku

Co do przedłużenia kontraktu van Buytena to sprawa nie jest jeszcze chyba przesądzona. Belg wielokrotnie w wywiadach podkreśla, że bardzo chciałby zostać w Monachium na kolejny rok. Problemem może być zakontraktowanie Jana Kirchhoffa z FSV Mainz, który wydaje się być naturalnym następcą reprezentanta Belgii. W tej sprawie decydujący głos zapewne będzie miał Pep Guardiola.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Czas na monachijski walec

Przewaga Bayernu Monachium nad Arsenalem Londyn przed zbliżającym się dwumeczem jest niepodważalna w praktycznie każdym aspekcie. Forma sportowa, psychologiczna, jak i zwykła jakość "na papierze" wskazują na jednego, zdecydowanego faworyta tej rywalizacji.

Arsenal to dla mnie klub bardzo specyficzny. W kadrze ma zawsze wielu młodych i bardzo utalentowanych piłkarzy. "Przedszkole" Arsene Wengera potrafi zagrać kapitalne spotkania, jak i skompromitować się w sposób kompletnie niezrozumiały. "Kanonierzy" od 2006 roku nie zdobyli żadnego trofeum, nawet śmiesznego Pucharu Ligi. W tym roku podopiecznych francuskiego trenera można jednak wytłumaczyć z niepowodzeń w tych rozgrywkach. Arsenal odpadł przecież z finalistą tegoż pucharu. Czwartoligowym Bradford.

W sukces Arsenalu w Lidze Mistrzów nie wierzę. Nawet jeżeli będzie ich stać na sensacyjne wyeliminowanie Bayernu to i tak prędzej czy później polegną. Niestety dla kibiców Arsenalu w ostatni weekend stracili nadzieje na jakiekolwiek trofeum w obecnym sezonie. Na "Emirates Stadium" zjawiła się drugoligowa drużyna Blackburn Rovers, która oddając 6 strzałów zdobyła jedną bramkę (przy 24 Arsenalu) i awansowała do kolejnej rundy Pucharu Anglii. Marzenia prysły, a "Kanonierzy" na trofeum poczekają przynajmniej kolejny rok (nic mi nie wiadomo o organizacji w 2013 roku Audi Cup i zaproszeniu na niego Arsenalu, a w meczu o Puchar Paulanera raczej Podolskiego i spółki nie zobaczymy).

Takie troszkę ironiczne przedstawienie Arsenalu nie jest powodem mojej niechęci do tego klubu. Jest wręcz przeciwnie, bo po transferze "Poldiego" nabrałem do nich nawet maluteńkiej sympatii. Nie oznacza to jednak, że poczynania podopiecznych Arsene Wengera śledzę co tydzień. A co do Lukasa to mam nadzieję, że mój stosunek do niego nie zmieni się po najbliższym dwumeczu.

Osobiście Arsenalowi życzę zajęcia chociażby czwartego miejsca w lidze, które da szanse gry w następnej edycji Ligi Mistrzów. Mam nadzieję, że Bawarczycy im w tym pomogą i "wyrzucą" "Kanonierów" z elitarnej Champions League. Dzięki temu Arsene Wenger będzie mógł skupić się tylko i wyłącznie na Premiership.

Wśród wielu komentarzy kibiców Bayernu widzę obawę przed niektórymi piłkarzami Arsenalu. A to Walcott szybki (jak dla mnie "jeździec bez głowy"), a to Santi Cazorla wielka gwiazda ligi angielskiej (gdzie mu do Rooneya?), a to reprezentant Niemiec Lukas Podolski (jakby był taki rewelacyjny to dalej grałby w Bayernie). Panowie i Panie, spokojnie. Szacunek do rywala oczywiście jest, ale najważniejsze, żeby go mieli piłkarze i trener Heynckes. Kibice Bayernu niech skupią się na swoich gwiazdach, które robią troszkę inne wrażenie niż te z Londynu.

Jedyne czego sobie życzę to przełożenie formy z Bundesligi na Ligę Mistrzów. Starczy męczarni dla moich oczu, które były w Mińsku, Lille czy Walencji. Czas na monachijski walec, który przejedzie się poza granicami Niemiec.

czwartek, 14 lutego 2013

Troszkę o meczu z Wolfsburgiem, czyli czas na rotację

Dość nietypowo, bo w piątek piłkarze Bayernu Monachium zmierzą się z VfL Wolfsburg. Początek batalii o kolejne trzy ligowe punkty o godzinie 20:30.

O zespole z Wolfsburga dość krótko, jakby z musu przedstawienia sytuacji "Wilków", a więc: grają poniżej oczekiwań, od niedawna pracują w klubie dwie nowe, ważne osobistości Klaus Allofs i Dieter Hecking, na koncie mają 26 punktów i zajmują 12. pozycję. Liczą, że uda im się zagrać w przyszłym sezonie w Lidze Europejskiej. Tyle o VfL Wolfsburg, czyli najbliższym rywalu Bayernu Monachium.

Od lewej: nowy dyrektor sportowy VfL Klaus Allofs i nowy trener Dieter Hecking
Myślę, że przed meczem w Wolfsburgu przede wszystkim trzeba się skupić na drużynie Bayernu Monachium. Wiemy już, że na pewno w piątek na boisku nie zobaczymy Javiego Martneza, który zmaga się z niegroźną kontuzją i na bój z Arsenalem powinien być już w 100% gotowy. Do dyspozycji trenera Heynckesa nie będzie również Claudio Pizarro, który zapewne i tak by nie dostał szansy pojawienia się na boisku.

Osobiście mam duża nadzieję, że "Don Jupp" w meczu z VfL zrobi kilka roszad w składzie i pozwoli swoim najlepszym zawodnikom odpocząć przed meczem w Londynie. Bayern ma aż 15 punków przewagi nad drugą Borussią Dortmund i wydaje się, że tylko katastrofa może odebrać Bawarczykom mistrzostwo Niemiec. Warto przypomnieć, że przed "Gwiazdą Południa" prawdziwy maraton, który rozpocznie się własnie w spotkaniu z VfL. Oprócz spotkań Bundesligi i dwumeczu z Arsenalem, jeszcze w lutym Bayern zmierzy się na swoim stadionie w rozgrywkach pucharu Niemiec z Borussią Dortmund. Przed nami emocjonujące i miejmy nadzieje, że radosne tygodnie!

Mario Gomez znów zacznie strzelać?
Przychodzi właśnie czas, kiedy trener Heynckes będzie musiał zacząć korzystać ze swojej szerokiej, wyrównanej i niezwykle mocnej kadry. To właśnie teraz uśmiech na twarzy Arjena Robbena powinien pojawiać się coraz częściej, a swoje umiejętności na boisku będzie mógł prezentować w dłuższym wymiarze czasowym Jerome Boateng. Być może o nowy kontrakt walczyć będzie doświadczony Daniel van Buyten, który będzie podstawowym obrońcą w najbliższych dwóch meczach Bayernu w Lidze Mistrzów. Koniec lutego to też dobry czas, aby zaczął o sobie przypominać Mario Gomez, który jest obecnie w cieniu swojego imiennika z Chorwacji. Zaczął się okres, kiedy dotychczasowi rezerwowi mogą pokazać swoją wartość i przydatność dla drużyny. Do dzieła panowie-piłkarze!

Dużym plusem dla trenera Heynckesa jest fakt, iż przed wtorkowym spotkaniu w Lidze Mistrzów Bayern mecz ligowy gra w piątek, a nie jak to najczęściej bywa w sobotę. Da to oczywiście dłuższy czas na regeneracje wszystkich zawodników. Łatwo policzyć, że po zakończeniu spotkania w Wolsburgu piłkarze z Bawarii będą mieli około 90 godzin odpoczynku. Czy taka długa przerwa przekona "Don Juppa" do postawienia na swoje najlepsze armaty przeciwko "Wilkom"? Takie rozwiązanie ma duże prawdopodobieństwo, jednak...

..liczę, że skład Bayernu będzie wyglądał troszkę inaczej niż zwykle. Gdybym był trenerem Bayernu (ah te marzenia) to w piątkowym meczu z VfL dałbym odpocząć takim piłkarzom jak Philipp Lahm, David Alaba, Dante, Bastian Schweinsteiger i Franck Ribery. Niewątpliwie są to kluczowe postacie dzisiejszej potęgi bawarskiego klubu i to głównie na ich barkach będzie leżała odpowiedzialność za dobry wynik w Londynie. Ogromna przewaga w ligowej tabeli daje rekordowemu mistrzowi Niemiec duży komfort, który można wykorzystać min. przed ważnymi meczami w Lidze Mistrzów. A więc do rzeczy, jak według mnie jutro powinna wyglądać wyjściowa jedenastka na mecz z Wolfsburgiem...




środa, 13 lutego 2013

Skośnooki skarb z Hamburga

Son strzelił ostatnio dwie bramki na Signal Iduna Park.
Jego HSV niespodziewanie pokonało mistrza Niemiec aż 1:4
Heung-Min Son to największe odkrycie obecnego sezonu w Bundeslidze. 20-letni Koreańczyk podbija serca kibiców Hamburgera SV, jak i całej Bundesligi. Czy HSV zdoła zatrzymać swoją gwiazdę na kolejne sezony?

Młody reprezentant Korei Południowej przyćmił w obecnym sezonie nawet samego Rafaela van der Vaarta, a przepiękne bramki i efektowne dryblingi stały się wizytówką napastnika Hamburgera SV. Chrapkę na Sona mają już takie kluby jak Borussia Dortmund, Chelsea Londyn czy Tottenham Hotspur. Kontrakt młodego Koreańczyka z drużyną z północy Niemiec wygasa w czerwcu 2014 roku. Czy gwiazda HSV zdecyduje się przedłużyć swoją umowę?

Kluczowym czynnikiem w walce o nowy kontrakt dla Sona będzie końcowy wynik Hamburgera SV w ligowej tabeli. Marzeniem wszystkich kibiców i działaczy z Hamburga jest miejsce premiowane grą w europejskich pucharach, co niewątpliwie pomoże podreperować budżet klubu.

Dla zespołu o takiej historii (słynne "Dinozaury Bundesligi") i potencjale gra o utrzymanie to zdecydowanie za mało. HSV w ostatnich latach grało bardzo słabo, czego efektem jest brak występów w europejskich pucharach co zdecydowanie obniżyło prestiż całej drużyny. Sam Uli Hoeness na pytanie kto może być długoterminowym rywalem w Bundeslidze dla Bayernu, pewnie nieco uszczypliwie, niegdyś odpowiedział: - Nie Borussia Dortmund, a HSV Hamburg. Mają duży potencjał, ale nie potrafią go wykorzystać .
Ruud van Nistelrooy w barwach Hamburgera SV
Pewnie mało kto jeszcze pamięta, że niedawno w zespole z Hamburga występowały takie gwiazdy jak Ruud van Nistelrooy, Mladen Petrić, Joris Mathijsen czy Piotr Trochowski. Brak gry w europejskich pucharach i problemy finansowe klubu spowodowały, że HSV było zmuszone do sprzedaży wielu znanych nazwisk i postawienia na młodszych i dużo mniej znanych piłkarzy. Nadrzędnym celem Hamburczyków w trwającym obecnie sezonie jest powrót do rywalizacji w Europie w której nie brali udziału przez ostatnie dwa lata. - Mój cel jest jasny. Chcę żeby moja drużyna regularnie występowała w Lidze Europejskiej czy Lidze Mistrzów - potwierdza dyrektor sportowy HSV Frank Arnesen.

W podobnym tonie po swoim powrocie do Hamburga wypowiadał się Rafael van der Vaart: - Myślę, że mamy odpowiednią jakość, żeby w następnym sezonie grać w europejskich pucharach. Holender zabrał ostatnio również głos w sprawie przyszłości swojego klubowego kolegi Heung-Min Sona: - On musi tutaj dalej grać. Oczywiście jest to kuszące, gdy taki klub jak Liverpool FC pyta o niego i oferuje 20 milionów euro, ale tu, w Hamburgu, on ma zaufanie i gra regularnie. Heung-Min staje się dla nas bardzo ważnym piłkarzem.

W grę o przedłużenie kontraktu Sona mogą wchodzić nawet prywatni azjatyccy sponsorzy, którzy będą mogli pomóc HSV w utrzymaniu Koreańczyka w zespole. Frank Arnesen zapowiadał, że do pierwszych poważnych rozmów z agentem Sona może dojść już zimą. Jak na razie umowa 20-latka nie została przedłużona.

Wszystko wskazuje na to, że przyszłość Sona wyjaśni się dopiero po obecnym sezonie. Ewentualna gra w europejskich pucharach i nowe, wyższe zarobki mogą przekonać młodego gwiazdora HSV do prolongowania kontraktu o kolejne lata.